Kuchnie świata - Kuchnia Kenii
marzec 7, 2007
Kuchnie świata - Kuchnia Kenii
Kenia nie ma zbyt bogatych tradycji kulinarnych, co nie jest chyba specjalnie zaskakujące, zważywszy na niski standard życia większości mieszkańców. Potrawy są z zasady proste i sycące. O kuchni regionalnej można mówić właściwie tylko na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, gdzie dominującymi składnikami są ryż i ryby z dodatkiem kokosu, tamaryszku i egzotycznych przypraw.
Dieta Kenijczyków opiera się na ziemniakach, ryżu, a przede wszystkim ugali (rodzaj gęstej papki kukurydzianej), do których podaje się gulasz z kurczaka, kozy, wołowiny lub warzyw, kilka odmian szpinaku, fasolę, a czasem rybę. Porcje są zwykle ogromne, trudno wepchnąć w siebie nawet połowę (nusu). Systematycznie przybywa, nawet w małych miejscowościach, kafeterii, których menu obejmuje głównie dania smażone: jaja, parówki, frytki, ryby, kurczaki, hamburgery.
Z przekąsek, które niekiedy wystarczają za solidny posiłek, najczęściej spotyka się samosa, chapati, maleńkie kebaby, pieczone kolby kukurydziane, mandaazi i egg-bread. Mandaazi to słodkie, pulchne pączki, smażone przed śniadaniem i podawane aż do wieczora, kiedy robią się zimne i twarde, a egg-bread (błędnie przetłumaczone ze suahili na angielski mkate mayai) to rodzaj lekkiego “naleśnika” z pszennej mąki, w który zawija się sadzone jajka i mielone mięso, po czym całość smaży zwykle na wielkiej patelni. Egg-bread jest pyszny, ale dostępny tylko w niektórych miejscach i stanowi odpowiedź Kenijczyków na inwazję wszelkich odmian hamburgerów.
Prawdziwą ucztą dla większości Kenijczyków jest potężna porcja nyama choma (pieczeń). Mięso to jadają zwykle w specjalnych barach nyama choma, popijając piwo i słuchając muzyki (na żywo bądź z szafy grającej). Czasem dodatkowo zamawiają porcję ugali lub szpinaku. Mięso wybiera się osobiście w kuchni, na wagę, (pól kilo to aż za dużo) prosto z haka albo z lodówki. Zwykle dostępna jest baranina lub wołowina. Upieczone mięso kelner przynosi do stołu na drewnianej tacy, na której ostrym nożem odcina się niewielkie kęsy.
Pierwszy posiłek w ciągu dnia bywa bardzo różny. W typowym hoteli jest to zwykła filiżanka słodkiej chai (herbaty) i pajda białego chleba grubo posmarowana margaryną (po obu stronach i brzegach). Dokładnym przeciwieństwem są śniadania w luksusowych hotelach i lodges zazwyczaj zimny lub gorący stół szwedzki. W hotelach średniej kategorii można zjeść “pełne śniadanie” w stylu angielskim: tłustą kiełbaskę, bekon, jajko sadzone i fasolkę z rozpuszczalną kawą (w dzbanku) i grzankami.
Wegetarianie
W lepszych hotelach wegetarianie nie mają problemów, ponieważ zawsze do każdego posiłku podaje się całe góry owoców i sałatek. Gorzej wygląda to w przypadku osób dysponujących skromniejszym budżetem: mięso je się w Kenii praktycznie ze wszystkim. Nawet duszone warzywa gotuje się z reguły w mięsnym sosie. W menu tańszych hoteli brak sałatek i zieleniny. Niemal wszędzie można dostać przynajmniej jajka i świeże mleko w kartonikach. Jeśli dodać do tego chleb i również wszędzie dostępną margarynę, da się od biedy przeżyć. Warto też poszukać hinduskich restauracji wegetariańskich, w których można się najeść za bardzo małe pieniądze.
Źródłem największych rozkoszy smakowych są oczywiście owoce. Przez cały rok sprzedaje się banany, awokado, papaje i ananasy, a w sezonie także mango i owoce cytrusowe. Warto skosztować rodzynków miechunki, flaszowca i guawy - egzotycznych, pysznych, o charakterystycznym smaku. Na wybrzeżu można tanio kupić prażone orzechy nerkowca, zwłaszcza w Kilifi, gdzie się je uprawia i przerabia (unikać orzechów z ciemnymi śladami na powierzchni). Sycące i pożywne są także kokosy, które dojrzewają w kilku etapach (nie wszystkich są jadalne), by na koniec zamienić się w znane doskonale twarde, brązowe kule.
Napoje
Narodowym napojem w Kenii jest chai, czyli herbata. Pije się ją do śniadania i o każdej porze w wersji z grubsza przypominającej klasyczną herbatę angielską: mleko, woda, mnóstwo cukru i liście herbaciane luzem, zaparzoną w imbryku i zawsze bardzo gorącą. Tak przyrządzona herbata wprost uzależnia i wyraźnie dodaje energii. W hoteli można też z reguły zamówić kawę rozpuszczalną - świeża jest rzadkością - znacznie jednak mniej popularną z powodu wysokiej ceny (co w Kenii zakrawa na kpinę).
Napoje chłodzące kosztują zwykle niewiele. Coca-colę, Fantę i Sprite’a można dostać nawet w najdzikszych zakątkach kraju, chociaż podawane w tym przypadku na ciepło są obrzydliwe w smaku. Znacznie smaczniejszy jest kwaskowaty krest. Ta sama firma produkuje też wodniste i mdłe piwo imbirowe - lepsza jest marka Stoney’s. Czasem spotyka się Vimto, jakoby o właściwościach leczniczych, a niekiedy zwykłą wodę sodową, która przynajmniej nie szkodzi. W miastach, zwłaszcza na wybrzeżu, dostępne są świeże soki owocowe. Wybór w niektórych miejscach bywa całkiem spory. Zwykła źródlana woda mineralna w butelkach jest droga i osiągalna tylko w dużych miastach oraz większych hotelach. Wodę z kranu można zwykle pić bez obaw, ale zawsze lepiej zapytać najpierw kogoś z pracowników hotelu.
Alkohole
Kenijskie piwo Jager jest na ogół przyzwoite. Butelka kosztuje od 40 do 140 Ksh. Najważniejsze marki to Tusket; White Cap i Pilsner w butelkach półlitrowych (dwa pierwsze również w wersji “eksportowej” 0,33 l, jedynej dostępnej w lepszych lokalach i barach hotelowych). White Cap to ulubione piwo dawnych kolonistów, a największy udział w rynku ma niewątpliwie Tusker. Każdy preferuje zwykle jedną, określoną markę, choć, prawdę mówiąc, trudno je właściwie od siebie odróżnić. Jedynie Premium w niewielkich butelkach jest wyraźnie mocniejsze.
A propos picia piwa, warto wiedzieć o dwóch rzeczach: po pierwsze nigdy nie należy wynosić butelek z baru, gdyż uważane jest to za zwykłą kradzież i odpowiednio traktowane. Po drugie w małych lokalach na prowincji (zwłaszcza w zachodniej Kenii) tradycyjnie mężczyźni kupują sobie nawzajem piwo i ustawiają na stole, by okazać swą hojność. Jeśli ktoś nie ma już ochoty pić więcej, odnosi wszystkie nie otwarte, podarowane mu butelki do baru i zostawia na następny dzień.
Można spróbować Kenya Cane (biały rum) i Kenya Gols (rodzaj likieru kawowego). Są jednak drogie i niczym się nie wyróżniają. Ciekawsze jest wino z papai, którym Kenijczycy próbują desperacko zrekompensować sobie brak winnic, dostępne w wersji półwytrawnej i wytrawnej, białej lub różowej. Smak ma zdecydowanie niebanalny, a do tego jest mocne i znacznie tańsze od win z importu. Ostatnio na rynku pojawiła się cała gama win owocowych, m.in. z mango oraz kilka zupełnie znośnych białych win z kenijskich winogron (na uwagę zasługują szczególnie produkty Naivasha Wineries). Nie brak też przystępnych cenowo win południowoafrykańskich. Koktajle można zamawiać tylko w droższych hotelach i restauracjach. Warto spróbować wynalazku kenijskiego zwanego dawa (lekarstwo): wódki z białym rumem, miodem i sokiem cytrynowym.
Domowa produkcja alkoholu jest w Kenii zabroniona, co oczywiście nie oznacza, że nikt niczego nie produkuje na własny użytek. Wszędzie można skosztować na przykład pombe (piwa) noszącego w różnych miejscach różne nazwy. Smak i kolor zależy od składników (głównie sfermentowany cukier i proso lub banany plus aromatyczne zioła i korzonki). Piwo to bardzo się pieni i jest zaskakująco mocne. Na wybrzeżu, gdzie rosną palmy kokosowe, wystarczy odciąć czubek młodego pędu, by otrzymać naturalnie sfermentowane wino palmowe (tembo), bez wątpienia największy wkład Kenii w sztukę upijania się. Zarówno pombe, jak i tembo pija się w pewnej konspiracji, ale w sumie władze patrzą na to przez palce.
Lepiej nie próbować kenijskiego bimbru zwanego chang’aa. Jest bardzo silny, a do tego często skażony alkoholem metylowym. Kenijska prasa regularnie informuje o masowych zatruciach i zgonach. Wyroki za pędzenie i posiadanie chang’aa są bardzo surowe, a policja urządza częste naloty.
Lody mango z Kenii
Składniki:
- 4-5 dojrzałych mango (obranych i bez pestki)
- 1 szklanka gęstej śmietany tortowej (36-proc.)
- 1/2 szklanki cukru
- 2 łyżki cienko obranej skórki cytrynowej pokrojonej w paseczki
- 1/2 szklanki mleka skondensowanego
- 1/2 łyżeczki soli
Sos rumowy:
- 1 szklanka soku ananasowego (z puszki)
- 1 szklanka cukru
- 1/2 szklanki białego rumu
- 1 ananas
- pistacje do dekoracji
Sposób przyrządzania:
Rozgnieć mango widelcem na gładką masę. Ubij śmietanę z cukrem. Wymieszaj mango ze skórką cytrynową, mlekiem i solą, dodaj ubitą śmietanę. Przełóż do miseczki i zamrażaj przez 6 godzin, co jakiś czas mieszając. Zrób sos rumowy: wymieszaj sok ananasowy z cukrem, podgrzewaj, aż zrobi się syrop. Dodaj rum, wymieszaj, ostudź. Ananasa obierz, pokrój w kostkę. Polej sosem rumowym, odstaw na kilka godzin. Z masy lodowej uformuj kulki łyżką do lodów, ułóż je w kieliszkach do wina, posyp ananasami i pistacjami.
Smacznego !
Zródło : Onet .pl
Przepis : Kulinarny Atlas Świata
Wypróbuj nowe, oryginalne oraz tradycyjne i sprawdzone smaki w Twojej kuchni, aby zadziwić swoich gości. Sekret jak zwykle tkwi w szczegółach i odpowiednim doborze przypraw!
szczegóły : kliknij tutaj !





















Leave a Reply