bodman_10

Styl życia nie do życia

Tłuste jedzenie, syrop kukurydziany zawierający fruktozę i brak ruchu – czyli tryb życia typowy dla przeciętnego Amerykanina – prowadzą już po czterech tygodniach do pojawiania się u myszy stłuszczenia wątroby oraz pierwszych objawów cukrzycy typu II – informuje serwis „EurekAlert”.

 

Zespół prof. Brenta Tetri z Saint Louis University Liver Center zbadał wpływ na myszy diety zawierającej 40 procent tłuszczu (tyle zawiera typowy hamburger czy cheeseburger), uzupełnionej zawierającym dużo fruktozy syropem kukurydzianym (syrop kukurydziany jest stosowany do słodzenia napojów gazowanych i niektórych soków owocowych). Ilość fruktozy dostarczana myszom odpowiadała mniej więcej ośmiu puszkom napoju (niektórzy ludzie naprawdę tyle go wypijają).

Myszy nikt nie zmuszał do jedzenia – podobnie jak klienci amerykańskich barów i restauracji szybkiej obsługi, mogły jeść, ile chciały. Według Tetriego pod wpływem fruktozy zwierzęta później odczuwały nasycenie.

Podobny eksperyment przeprowadził na sobie autor głośnego filmu „Supersize me” (2004), Morgan Spurlock. Po miesiącu stołowania się u McDonaldsa przytył 12 kilogramów, jego kondycja fizyczna się pogorszyła, a poziom cholesterolu we krwi wzrósł.

U co ósmego amerykańskiego dziecka można stwierdzić stłuszczenie wątroby – wprawdzie odwracalne, ale wymagające poważnych zmian diety i stylu życia.

Zródło : PAP

 

I znowu ten siniak

maj 30, 2007

bodman_6

I znowu ten siniak

Niewielkie letnie urazy są jak dokuczliwa mucha - trudno ich uniknąć. Ale nie zepsują ci humoru, jeśli będziesz wiedzieć, jak sobie z nimi radzić.

 

Pogoda sprawia, że coraz częściej wyjeżdżamy i czynnie wypoczywamy. To znakomicie, bo aktywność fizyczna jest wspaniałym prezentem dla serca, stawów i kości. Jeśli jednak przez wiele miesięcy spędzałaś cały wolny czas przed telewizorem, o kontuzję naprawdę nietrudno. Bądź zatem przewidująca. Wyjeżdżając z domu, na wszelki wypadek zabierz ze sobą środki, które bardzo się przydadzą, gdy dojdzie do kontuzji.

Pęcherze

Najczęściej powstają na stopach w czasie długich wędrówek, ale zdarzają się też na rękach. Są reakcją obronną organizmu. Wypełniający je płyn chroni znajdującą się pod nim tkankę przed dalszym tarciem. Nie przekłuwaj więc pęcherza. Najlepiej chroń go specjalnym plastrem, dopóki skóra się nie wygoi (np. Hydra Gel, Scholl, ok. 17,10 zł).

Uwaga: pęcherze, które pękły, zdezynfekuj spirytusem. Nie zrywaj skóry, która je pokrywa, ponieważ stanowi ona naturalny opatrunek.

Skaleczenia

Jeśli ranka jest zabrudzona (np. piaskiem), przemyj ją pod bieżącą wodą, a następnie zdezynfekuj wodą utlenioną. Potem osusz sterylnym gazikiem i przykryj przylepcem z opatrunkiem. Możesz też użyć wygodnego opatrunku w płynie (np. 3M Nexcare, ok. 30 zł). Nakłada się go na skórę po zatamowaniu krwawienia. Po chwili utworzy się na powierzchni skóry elastyczna błonka, która chroni rankę przed zakażeniem. Idealnie trzyma się w miejscach, z których zwykły plaster raczej szybko się odkleja (kolano, łokieć). W takim opatrunku można brać nawet kąpiel. Po około 3 dniach sam znika.

Uwaga: do dezynfekcji rany możesz też użyć wody utlenionej w żelu (Peroxygel, ok. 5 zł). Nie tylko odkaża rankę, ale także hamuje krwawienie, a po wyschnięciu tworzy niewidoczny opatrunek.

Zranienia

Jeśli rana nie jest duża, zdezynfekuj ją i ochroń jałowym gazikiem oraz bandażem. Większą warto jednak pokazać lekarzowi. Być może trzeba będzie zszyć jej brzegi, żeby się szybciej zagoiła. Gdy w ranie utkwiło głęboko ciało obce, np. kawałek szkła, nie wyjmuj go sama. Możesz uszkodzić nerwy, mięśnie i naczynia krwionośne. Uciśnij brzegi rany palcami, by zmniejszyć krwawienie. Potem przykryj ją gazą i zabandażuj (bandaż powinien znajdować się z dwóch stron rany i omijać tkwiący w niej przedmiot), a następnie poproś o pomoc lekarza.

Uwaga: w przypadku rany ciętej głowy wizyta u lekarza jest konieczna. Trzeba ją zszyć, bo skóra na głowie jest bardzo napięta i po przecięciu jej brzegi mocno się rozchodzą. Dlatego bez założenia szwów proces gojenia będzie długi. Trzeba też sprawdzić, czy nie doszło do wstrząsu mózgu podczas uderzenia.

Stłuczenia

To jeden z najczęstszych urazów, do których dochodzi podczas upadku albo uprawiania sportu. Obolałe miejsce warto jak najszybciej schłodzić, by ograniczyć powstanie obrzęku i krwiaka. Możesz przyłożyć okład z zimnej wody lub lodu (trzeba go wsypać do torebki i zawinąć w ściereczkę). Po 20-30 minutach okład należy zdjąć. Inne rozwiązanie to spryskanie stłuczenia chłodzącym preparatem w sprayu (np. Reparil Ice Spray, ok. 18 zł). Ograniczy do minimum zasinienie ciała i ból.

Uwaga: podobnie postępuj, gdy stłuczenie jest rozległe. Warto jednak, żebyś wówczas dodatkowo zastosowała żel lub krem, które działają przeciwbólowo, przeciwzapalnie, łagodzą obrzęki i przyspieszają wchłanianie się krwiaków (np. żel Naproxen, 4,80 zł lub krem Ibalgin Sport, ok. 13 zł).

Skręcenie kostki

Przede wszystkim jak najszybciej schłodź miejsce urazu, np. okładem z lodu lub specjalnym kompresem kupionym w aptece (wcześniej trzeba go włożyć do lodówki, np. Nexcare ColdHot Mini, ok. 12 zł) lub chłodzącym plastrem (np. Vita Ice, ok. 40 zł za 3 szt.), którego nie trzeba wkładać do lodówki. Potem chore miejsce posmaruj żelem uśmierzającym ból, likwidującym stan zapalny oraz obrzęk (np. Dip Rilif), i owiń kostkę bandażem elastycznym.

Uwaga: jeśli zasinienie kostki jest duże, a ból silny, lub dolegliwości nie zmniejszą się w ciągu 1-2 dni, powinnaś zgłosić się do ortopedy. Uraz może być poważniejszy, niż ci się wydaje (np. pęknięcie torebki stawowej, a nawet zwichnięcie kostki). Potrzebujesz zatem fachowej pomocy.

Źródło: Naj nr 22-23/2007

 

 

bodman_5


Jajka z kalafiorem na gorąco

Składniki :

1 dorodny kalafior
2 jajka ugotowane na twardo
łyżka margaryny
łyżka tartej bułki
1kopiasta łyżka natki pietruszki
1 kopiasta łyżka koperku
2 duże pomidory
sól , cukier
sok z cytryny
łyżka oliwy

Sposób przygotowania :

Wymoczony w wodzie kalafior podziel na różyczki , odrzuć grube twarde łodygi ,wrzuć na gorącą osoloną i z dodatkiem cukru i oliwy wodę. Gotuj 15minut.

Kalafiorowe różyczki powinny być miękkie , ale nierozgotowane.
Okrągły półmisek ogrzej na parze , na środku ułóż odsączone różyczki kalafiora ,natychmiast skrop cytryną. Po bokach ułóż warstwę jeszcze ciepłych , ugotowanych na twardo , posiekanych jajek , całość polej zrumienioną na maśle bułką. Przybierz cząstkami pomidora i posyp zieleniną. Podawaj z dodatkiem młodych ziemniaków i z kefiru.

Smacznego :)

Kawosze górą?

maj 29, 2007

bodman_7

Kawosze górą?

Wysoki poziom kwasu moczowego we krwi to wskaźnik skazy moczanowej, która objawia się najczęściej zapaleniem stawów. Naukowcy z Kanady wykazali, że picie kawy obniża poziom kwasu moczowego we krwi i odkryli, że nie jest to zasługa kofeiny.

 

Zespół badaczy z University of British Columbia w Vancouver przeprowadził analizę danych z badania, które się odbyło na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w USA.

Badaniem objęto wtedy ponad 14 000 mężczyzn i kobiet po 20. roku życia. Od uczestników pobrano próbki krwi i moczu, a także informacje na temat zwyczajów żywieniowych, między innymi spożywania kawy i herbaty.

Wyniki wykazały, że poziom kwasu moczowego we krwi znacząco spada wraz ze wzrostem spożycia kawy, dla herbaty nie zaobserwowano takiej zależności. Ponadto naukowcy nie wykazali związku między całkowitym spożyciem kofeiny i poziomem kwasu moczowego.

W niedawno przeprowadzonym badaniu inna grupa naukowców wykazała powiązanie spożycia kawy z obniżeniem poziomu peptydu C, który jest markerem poziomu insuliny we krwi. Autorzy z Kanady spekulują, że spadek poziomu insuliny związany z piciem kawy może prowadzić do obniżenia poziomu kwasu moczowego we krwi.


Skaza moczanowa (dna) jest chorobą złożoną, o różnych objawach. Najczęściej są to: podwyższony poziom kwasu moczowego we krwi, ataki ostrego zapalenia stawów, występowanie złogów kwasu moczowego w stawach, uszkodzenie kłębuszków nerkowych i kamica nerkowa.

Kawa jest również głównym źródłem kwasu chlorogenowego, silnego antyoksydantu, który prawdopodobnie zwiększa czułość komórek na insulinę. Poza tym kwas chlorogenowy wspomaga wchłanianie glukozy w jelicie. Wiadomo, że kawa bezkofeinowa opóźnia wchłanianie glukozy w jelicie i wspomaga działanie insuliny.

Badacze podkreślają, że zaobserwowany przez nich efekt picia kawy jest związany z działaniem innych niż kofeina składników kawy, co tłumaczy również, dlaczego poziomu kwasu moczowego we krwi nie obniża herbata.

Więcej na ten temat można przeczytać w czerwcowym numerze pisma „Arthritis Care & Research”.

Zródło : PAP

 


bodman_10

Poważne następstwa chorób dziąseł

Shari Roan

W lipcu ubiegłego roku Gustavo Rodriguez spodziewał się licznych badań lekarskich i testów krwi przed przyjęciem do szpitala z powodu długo oczekiwanego przeszczepu nerki. Bardzo jednak się zdziwił, gdy kazano mu udać się do dentysty.

 

- Moje dziąsła były w bardzo złym stanie, ale nie wiedziałem, że to będzie miało jakieś znaczenie - wspomina 26-letni Rodriguez. - Powiedziano mi, że przed operacją muszę być całkowicie wolny od bakterii. Nauczyło mnie to, jak ważna jest każda część naszego ciała.

Według opinii lekarzy i dentystów, choroba dziąseł to nie żadna błaha sprawa. Prowadzone przez ostatnie pięć lat badania, wskazują, że choroby dziąseł, zwłaszcza, gdy schorzenie trwa długo i nie jest leczone, mogą przyczynić się do rozwoju cukrzycy, chorób sercowo-naczyniowych, udarów mózgu, powikłań w trakcie ciąży, a być może także choroby Alzheimera, osteoporozy i niektórych typów raka.

Infekcje jamy ustnej mogą także zwiększać ryzyko u osób poddających się różnym operacjom, w tym przeszczepom i wymianie zastawek serca.

- Przez lata jama ustna nie była postrzegana jako część naszego ciała – wyjaśnia dr Salomon Amar, periodontolog z Boston University. - Choroby dziąseł nie były uważane za coś, co miałoby jakikolwiek wpływ na nasze zdrowie.

Badanie opublikowane w New England Journal of Medicine nie dalej, niż w ubiegłym miesiącu, wykazało jednak, że leczenie ciężkich postaci chorób dziąseł może mieć korzystny wpływ na funkcjonowanie ścian naczyń krwionośnych, przez co może poprawiać zdrowie naszego serca. W bieżącym wydaniu Journal of Periodontology, dwa badania donoszą, że bakterie przyzębia (drobnoustroje w zmienionych zapalnie dziąsłach) można znaleźć w tętnicach ludzi chorujących na serce i łożyskach kobiet, u których w ciąży wystąpiło nadciśnienie.

Problemy z dziąsłami zaczynają się, gdy bakterie z płytki nazębnej, lepkiej warstwy, która pokrywa zęby, znajdują się tam na tyle długo, by zapoczątkować stan zapalny dziąseł. Zwykle zapalenie jest uznawane za dobry znak – dowód na to, że organizm broni się przed bakteriami. Jednak gdy zapalenie szaleje bez kontroli, zaczyna robić więcej złego, niż dobrego.

Większość Amerykanów cierpi na gingivitis – zapalenie powierzchownych struktur dziąseł, z którego może się rozwinąć poważniejsza choroba. Choć właściwe szczotkowanie, używanie nici dentystycznej i sprzyjające uwarunkowania genetyczne mogą powstrzymać rozwinięcie się tego zapalenia w poważną chorobę dziąseł, stan tego przewlekłego zapalenia dotyczy 30 do 40 proc. dorosłych Amerykanów. W około 10 proc. przypadków dochodzi do tak zaawansowanych zmian, że uszkodzone zostają struktury (więzadła i kości), które wspierają zęby.

Wszyscy zauważają na przykład krwawienie, ale choroba dziąseł ma bardzo niewiele objawów i rzadko jest przyczyną poważnych dolegliwości. - Dziąsła nie bolą do momentu, gdy jest już za późno – wyjaśnia dr Amar. Zanim więc dziąsła albo zęby zaczną boleć, w jamie ustnej pojawia się podwójne zagrożenie zapalenia i infekcji, które wraz z prądem krwi docierają do odległych miejsc w naszym organizmie, gdzie zaczynają siać spustoszenie.

Jedna z najlepiej poznanych zależności między chorobą dziąseł i wtórnymi infekcjami, występuje na przykład wśród ludzi z uszkodzoną zastawką mitralną serca. Lekarze od dawna ostrzegają tych pacjentów, by przed zabiegami dentystycznymi zażywali oni antybiotyki, aby bakterie, które z jamy ustnej drogą krwi docierają do zastawki, nie spowodowały jej zapalenia.

Inna teoria mówiąca o tym, jak choroba dziąseł może przyczyniać się do uszkodzenia innych części naszego organizmu, dotyczy zapalenia. Bakterie z płytki nazębnej uwalniają toksyny, które powodują, że nasz układ immunologiczny zaczyna produkować cząstki chemiczne, zwane cytokinami. Występujące w nadmiarze cytokiny mogą wzmagać stan zapalny i uszkodzenie tkanek w całym ciele. Zapalenie jako takie (bez względu na to, gdzie ma swoje źródło) jest obecnie uważane za głównego sprawcę rozwoju wielu chorób, w tym schorzeń serca i niektórych rodzajów raka.

- Podstawą choroby dziąseł jest przewlekły stan zapalny - tłumaczy Preston D. Miller jr., prezes Amerykańskiej Akademii Periodontologii. - Kiedy staje się ono przewlekłe, zaczyna być źródłem substancji uszkadzających tkanki.

Jest wiele innych sposobów, w jakie zły stan naszych dziąseł może stać się przyczyną odległych dolegliwości w naszym ciele.

Lekarze z Uniwersytetu Południowej Karoliny powiązali powszechnie występującego wirusa cytomegalii z chorobami dziąseł i powikłaniami po przeszczepie nerki. Według Hessama Nowzariego, kierownika programu periodontologicznego Szkoły Medycznej Uniwersytetu Karoliny Południowej, około 20 proc. wszystkich nieudanych przeszczepów było związanych z infekcją cytomegalowirusową. Badania wskazują, że zmienione zapalnie dziąsła mogą być rezerwuarem wirusa.

Badania przeprowadzone na dużych grupach wskazują, że ludzie z ciężkimi postaciami choroby dziąseł znacznie częściej chorują z powodu schorzeń sercowo-naczyniowych. Według nich, produkty uboczne infekcji bakteryjnej, poza wpływem na funkcjonowanie ścian naczyń krwionośnych, mogą dostać się do krwioobiegu i pobudzać wątrobę do uwalniania substancji zwanej białkiem C-reaktywnym. Uważa się, że białko to jest przyczyną stanu zapalnego tętnic i sprzyja powstaniu w nich zmian zakrzepowych.

Obecnie naukowcy sprawdzają, czy leczenie ciężkich postaci chorób dziąseł przyczyni się do obniżenia liczby zawałów serca, udarów i innych powikłań naczyniowych. Dr Amar na przykład bada, czy agresywne leczenie chorób dziąseł może skutkować mniejszą ilością dolegliwości sercowych u ludzi, u których choroba serca współistnieje z chorobą dziąseł.

Można również wysnuć intrygującą zależność między chorobą dziąseł i cukrzycą. Badania wykazują, że u cukrzyków występują zwykle poważniejsze postaci chorób dziąseł i pojawiają się u nich wcześniej, niż u ludzi, którzy nie chorują na tę chorobę. Fakt obecności choroby dziąseł wydłuża czas utrzymywania się u cukrzyków wysokich wartości - Od lat wiemy, że pacjenci chorzy na cukrzycę, którzy cierpią na choroby przyzębia, nie reagują dobrze na leczenie - wyjaśnia Miller.

Opublikowane w ubiegłym miesiącu w Journal of Periodontology, badanie wykazało, że choroby dziąseł mogą nawet predysponować pewne osoby do wcześniejszego rozwoju Nadal jednak nie wiadomo, czy agresywne leczenie chorób dziąseł u osób z grup wysokiego ryzyka może mieć znaczący wpływ na pojawienie się innych chorób. Opublikowane w listopadzie w New England Journal of Medicine badanie jest przestrogą i wskazuje na potrzebę dalszych badań w tym kierunku.

Badanie to miało ocenić, czy leczenie chorób dziąseł u kobiet ciężarnych może zmniejszyć ryzyko przedwczesnych porodów. Przed rozpoczęciem badania wykazano, że choroba dziąseł jest prawdopodobną przyczyną przedwczesnych porodów. Kilka badań wskazywało, że bakterie infekujące dziąsła mogą przedostawać się do kobiecego łona i inicjować wczesny poród. Jedno z badań przeprowadzonych w Chile wykazało nawet, że leczenie chorób dziąseł zmniejszyło liczbę porodów przedwczesnych.

Inne duże, finansowane z funduszy rządowych, badanie, przeprowadzone w tym kraju wykazało, że leczenie chorób dziąseł w ciąży nie miało jednak wpływu na zmniejszenie ilości tych porodów.

- Potrzebne są dalsze badania, by sprawdzić, czy leczenie dziąseł faktycznie ma wpływ na występowanie innych chorób - wyjaśnia Bryan Michalowicz, zastępca profesora w Szkole Dentystycznej Uniwersytetu Minnesota i główny autor badania. - Zanim wyciągniemy wnioski, co jest tego przyczyną, musi zostać spełnionych wiele warunków - dodaje Michalowicz.

Źródło: Los Angeles Times , Onet .pl

 

Superwoda na zarazki

maj 28, 2007

 

bodman_6

Superwoda na zarazki

Gojenie ran, oparzeń i owrzodzeń ułatwia „superutleniona” woda, która niszczy chorobotwórcze bakterie, wirusy i grzyby. O opracowanej przez amerykańską firmę wodzie pisze „New Scientist”.

 

Płyn o nazwie Microcyn uzyskano w procesie elektrolizy i filtrowania przez półprzepuszczalną membranę z soli (chlorku sodu). Obecne w tej wodzie jony tlenochlorkowe dziurawią błony komórkowe mikrobów.

Oprócz typowych zarazków, taka ulepszona woda potrafi poradzić sobie nawet z odpornymi na większość antybiotyków superbakteriami (MRSA). Co ciekawe, zabija zarazki 10 razy skuteczniej niż stosowany do dezynfekcji roztwór środka wybielającego.

Microcyn nie niszczy ludzkich komórek, jeśli mają one kontakt z resztą tkanki.

Woda może być przechowywana nawet rok bez utraty aktywności. Dlatego mogłaby znaleźć powszechne zastosowanie w leczeniu ciężko gojących się ran. Częste wśród chorych na cukrzycę owrzodzenia podudzi w 15 procentach przypadków prowadzą do amputacji. Podczas prób klinicznych czas leczenia osób leczonych z powodu owrzodzeń został skrócony z 55 do 43 dni.

Zródło : PAP

 

 

Seksistowska medycyna

maj 28, 2007

 


Seksistowska medycyna

Maricel Chavarría

Kobiece ciało jest poddawane kontroli bez dokładnego zbadania skutków ubocznych. Trwają prace nad pigułką antykoncepcyjną mającą całkowicie zlikwidować menstruację, ale o męskiej pigułce nic nie słychać – irytują się feministki.

 

Czy udostępnienie środków, które wstrzymują i przywracają menstruację albo wręcz całkowicie ją likwidują, zbliża kobietę do własnego ciała, czy też ją od niego oddala? Na pytanie to często starały się odpowiedzieć różne nurty feminizmu. Wszystkie one – i te akcentujące równość płci, i różnicę między nimi – są jednak przekonane, że medycyna patrzy na kobietę w sposób spaczony. To wykrzywione spojrzenie przejawia się choćby tym, że bardzo powoli dopuszcza się kobiety do zajmowania odpowiedzialnych stanowisk w świecie medycyny, choć od lat osiemdziesiątych co najmniej 50 procent absolwentów studiów medycznych stanowią kobiety. Jego objawem jest też przekonanie pracowników służby zdrowia, że nauka jest z natury neutralna.

– Nauka, której twórcami są mężczyźni, nie służy kobiecemu ciału –uważa María Milagros Rivera, profesor historii średniowiecza na Uniwersytecie Barcelońskim. – Z jednej strony jest ono przedmiotem pożądania, ale z drugiej wydaje się zachowywać zawsze nie tak, jak sobie tego życzą uczeni. Bezustannie trzeba mu coś odjąć albo dodać. Nikomu nie przyjdzie do głowy, aby zlikwidować mechanizm zarastania twarzy; chce się jednak zlikwidować miesiączkę. Na Zachodzie władza – to władza nad ciałem.

W pracy “Różnica płci na przestrzeni dziejów” profesor Rivera analizuje sposób, w jaki od czasów antycznej Grecji zmieniało się patrzenie na ciało i sposób jego osobistego doświadczania. Deprecjonowanie tego własnego doświadczania służyło – pisze – “bardzo konkretnemu celowi: ułatwieniu kontroli nad ciałem i panowania nad nim”. Według pani profesor po to właśnie wprowadzono podział na ciało i duszę oraz ich hierarchię. Utrwalona przez religię wyższość duszy przerodziła się dziś w wyższość umysłu, któremu często przypisuje się winę za cielesne dolegliwości, “tak jakby między ciałem i umysłem mógł istnieć antagonizm” – zwraca uwagę Rivera.

Według Carmen Valls, autorki książki “Mujeres invisibles” (Niewidzialne kobiety) ów fikcyjny podział przyczynił się do powstania przekonania, że środki psychotropowe potrafią wyleczyć albo chociaż złagodzić złe samopoczucie psychiczne, bez zrozumienia rzeczywistych przyczyn fizycznego cierpienia, przez które wyraża się choroba. “W ten sposób symptomy stają się niewidzialne dopóty, dopóki ciało nie zacznie ich wyrażać tak, jak potrafi”. Podczas gdy 30 lat temu każdy mało wyrazisty objaw, jak zmęczenie czy złe samopoczucie kobiety diagnozowano jako neurastenię, dziś diagnozuje się najczęściej jako depresję lub lęk. “Podaje się środki przeciwlękowe albo przeciwdepresyjne bez dokładnej diagnozy, żeby złagodzić problemy małżeńskie i emocjonalne, trudności wynikające z ubóstwa czy zmęczenie rolą opiekunki” – pisze Valls.

Opatrywanie kobiet etykietką, diagnozowanie i wyrokowanie o tym, które z nich są normalne, a które chore, nerwowe czy też z problemami psychiatrycznymi, przyczyniło się na przestrzeni dziejów do pogorszenia zdrowia psychicznego kobiet – mówi Valls. Musiały one nie tylko walczyć z modelami społecznymi, które usiłowały je ograniczać, lecz także z mentalnością leczących je fachowców obojga płci. Choroby często występujące u kobiet z łatwością klasyfikuje się w przychodniach jako depresję. – Dostają środki uspokajające, a potem mają problemy z tarczycą… Nie prowadzi się badań nad bólem ani nad samą tarczycą. (…)

Kiedy w latach pięćdziesiątych wynaleziono pigułkę antykoncepcyjną, jej zadaniem było ułatwienie planowania rodziny. Z czasem jednak każde niewielkie zaburzenie regularności cyklu czy obfitości krwawienia menstruacyjnego “zamiast stać się punktem wyjścia do badań, które zdiagnozowałyby jego przyczynę, zaczęto leczyć za pomocą hormonalnych środków antykoncepcyjnych – mówi Valls. – Wyjaśnienia udzielane młodym kobietom były powierzchowne i zwodnicze: że kuracja ma służyć regulacji cyklu, że będą miały okres równo co 28 dni i będzie on mniej obfity. Nikt jednak nie mówił im, że równocześnie wstrzymany zostanie cykl menstruacyjny podwzgórza i zaburzeniu ulegną harmonijne działanie neuroprzekaźników oraz równowaga krążenia we krwi hormonów wytwarzanych przez tarczycę i nadnercze”.

Zaniem Valls zahamowanie owulacji wcale nie musi przekładać się na poprawę jakości życia. – Dlaczego nie ma na rynku męskiej pigułki antykoncepcyjnej? Bo nie udało się dotąd zmniejszyć produkcji plemników w sposób, który nie wpływałby na wytwarzanie testosteronu. Nie dopuszcza się więc do tego, by leki hamowały męskie libido. Wystarczy manipulacja pożądaniem kobiecym.(…)

– Żyjemy w świecie, w którym nie ma czasu na kontakty i związki. Medycyna stawia temu problemowi czoło za pomocą technologii i farmaceutyków, zamiast zwrócić uwagę na fakt, że kluczowe znaczenie mogą mieć relacje międzyludzkie – mówi włoska filozof Anna Maria Piussi, profesor Uniwersytetu w Weronie i jeden z najostrzejszych głosów feminizmu. – Kobiecego doświadczenia życia nie można interpretować za pomocą naukowej medycyny, która jest bardzo męska. Patriarchatowi zależy na władzy nad reprodukcją, sprzedaje on kobiecie możliwość uwolnienia się od tej funkcji. Kobieta powinna wiedzieć, jakie ryzyko łączy się ze zlikwidowaniem menstruacji czy z procesem sztucznego rozmnażania, i sama podjąć decyzję, ale medycyna jej na to nie pozwala, bo trzyma w garści cały ów proces. To musi się zmienić, a stanie się tak tylko przez zmianę sposobu myślenia absolwentów medycyny.

Źródło: La Vanguardia , Onet.pl

 

 

 

 

Herbata zdrowsza od wody

Picie herbaty lepiej niż woda nawadnia organizm i dostarcza mu cennych związków – dowodzą brytyjscy naukowcy, o czym informuje „European Journal of Clinical Nutrition”.

 

Jak wykazała analiza wyników badań, przeprowadzona przez naukowców z Kings College w Londynie, wypijanie trzech lub więcej filiżanek herbaty dziennie daje organizmowi tyle samo korzyści, co obfite picie wody. Ponadto, zawarte w herbacie flawonoidy chronią przed zawałem serca oraz nowotworami.

Niektóre badania wskazują również, że dzięki obecności fluoru herbata wzmacnia kości i chroni przed płytką nazębną, a być może również próchnicą.

Picie dużej ilości herbaty może jednak powodować trudności z przyswajaniem żelaza. Dlatego osoby ze skłonnością do anemii powinny unikać herbaty w porze posiłków.

Zródło : PAP

 

 

Jak niechcący straciłem z lenistwa 1/6 swojej wagi i co z tego wynikło?

autorem artykułu jest Piotr Waydel

Kilka lat temu miałem możliwość wyprowadzenia się z miasta i zamieszkania na prawdziwej wsi, gdzie nie widać, czym się oddycha, nie ma korków, hałasu, ani żadnego pośpiechu. Ponieważ praca mi na to pozwalała, mogłem całymi tygodniami tam siedzieć bez konieczności wyjazdów.

 

Z lenistwa robiłem zakupy raz na tydzień. Zwykle na targu odległym o kilka kilometrów. Zaprzyjaźniłem tam się z niektórymi rolnikami sprzedającymi swoje produkty. Po pewnym czasie zaczęli dla mnie odkładać towary z tych, które produkowali dla siebie, a nie na sprzedaż. Były to owoce i warzywa zasilane prawdziwym obornikiem i niepryskane. Informowali mnie również, gdy pozyskiwali mięso dla siebie z własnej hodowli. Prawdziwe, biegające po podwórkach kury. Karmione naturalnymi pokarmami inne zwierzęta.

Ponieważ w moim ogrodzie rodzi się mnóstwo różnych owoców, rewanżowałem im się często. Największe powodzenie miały wspaniałe ogromne morele, jakich nikt nie miał. Oczywiście w takim przypadku był to handel wymienny.

Dostałem nawet trochę kur i królików, które zaczęły w swoim obejściu zamieniać skoszoną trawę, wyrwane chwasty i odpadki na wspaniały nawozo-kompost i jajka. Jeden z kolegów podłożył mi nawet świnię. Na imieniny dostałem prawdziwą, 6-tygodniową, paskowaną loszkę. Z jej wyżywieniem nie miałem najmniejszych problemów, jako że wszyscy poznani na targu koledzy zaczęli odkładać dla niej niesprzedane produkty.

Po pewnym czasie ze zdziwieniem stwierdziłem, że kupuję właściwie tylko chleb razowy, który wolniej się starzeje, miód z zaprzyjaźnionej pasieki i coraz więcej mleka, a resztę praktycznie mam z wymiany lub własną. Ponieważ wykopałem sobie dwa stawy, miałem świeże ryby, kiedy tylko chciałem. Z mleka zacząłem robić, początkowo z ciekawości, własny ser. Niech się schowa każdy kupny. Teraz nie mogę się bez niego obejść. Pełnotłuste mleko można kupić na wsi już za 5 zł za 5 litrów. Śmietany jest z tego prawie litr, a zsiadłe mleko można kroić nożem.

Zrobiłem sobie własną wędzarnię i zacząłem eksperymentować. Okazało się po wielu bardzo smacznych próbach, że nieprawdą jest jakoby z 1 kg mięsa otrzymuje się 1,5 kg szynki jak to ma miejsce w przypadku wędlin sprzedawanych. Mnie wychodziło przy długim, zimnym wędzeniu ok. 0,7 kg. Wniosek, jaki z tego wyciągam jest oczywisty. To, co sprzedają jako szynkę, nosi tylko taką nazwę, a w rzeczywistości to woda, chemia i trochę mięsa. I smak ma zupełnie inny.

Zacząłem pić przede wszystkim mleko i soki z owoców. Ulubionym napojem stał się sok z marchwi, której dostawałem mnóstwo.

Wystarczało mi dużo mniej jedzenia do tego, aby czuć się najedzonym

Kiedyś z czystej ciekawości podliczyłem ile wydaję na zakupy. Zapisywałem wszystko dokładnie przez dwa miesiące. Wyszło mi, że średni dzienny koszt za ten okres wyniósł 2,78 zł. Wyżywiłem się za to ja, dwa psy i dzik. Zapomniałem dodać, że dostawałem od znajomego odpady z ubojni.

Gdy czasami musiałem jechać do miasta, co zacząłem traktować jako coś strasznego, zaczynałem się dusić smogiem już przy dojeżdżaniu do granic. Potem przechodziło. Ze wstrętem zacząłem patrzeć na większość jedzenia, którym mnie częstowano. Ale jeżeli zacząłem już jeść coś z głodu, to nie mogłem się najeść, nawet gdy już nic nie chciało się zmieścić.

Po mniej więcej roku takiego życia, okazało się, że ważę o 14 kg mniej i ustaliło się to na kilka lat. Zawsze najadałem się i jadłem to, na co miałem akurat ochotę. Bardzo dużo było w tym owoców prosto z sadu. Nigdy nie zamierzałem się odchudzać, ani odmawiać sobie. Samo wyszło.

Ponieważ przygotowuję się do poważnego przedsięwzięcia budowlanego, czas pobytu na wsi przeznaczałem przede wszystkim na naukę wszystkiego, co jest z tym tematem związane. Okazało się, że dzięki powietrzu, odżywianiu, relaksowi i nie wiem jeszcze czemu, mogę się skutecznie uczyć dużo szybciej niż nawet w czasach studenckich. Również wszelki rodzaj aktywności jest większy niż wtedy.

Niedawno musiałem znowu zamieszkać w mieście, gdzie widać czym się oddycha i nie wiadomo co się je. Prawie nic mi nie smakuje, a jak już jem to nie mogę się najeść. Łaknienie pozostaje. Ale za to waga poprawia się zauważalnie.

Wydaje mi się, że jest to spowodowane brakiem wielu ważnych składników w kupowanym jedzeniu takich jak mikroelementy. Organizm ich potrzebuje i sygnalizuje brak łaknieniem, które nie zostaje zaspokojone. Myślę, że również chemia i różne środki dodawane do produktów powodują uzależnienie konsumentów.

Bardzo jestem ciekaw czy ktoś jeszcze ma takie doświadczenia.

Piotr Waydel


Piotr Waydel

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

 

 


Diety z czterech stron świata

Francuzkom nie grozi Alzheimer, Norweżki są odporne na infekcje. Sekret ich zdrowia tkwi…
w odpowiedniej diecie. Bierz z nich przykład! Ich żywieniowe nawyki łatwo zastosować i u nas.

 

Dlaczego mieszkanki niektórych krajów rzadko dopadają pewne schorzenia, inne zaś chorują na nie często? To wcale nie przypadek. Zdaniem ekspertów, SEKRET NASZEGO ZDROWIA TKWI W DIECIE. To, co często gości na twoim talerzu, może cię uchronić przed różnymi problemami zdrowotnymi. Trudno uwierzyć? Oto kilka przykładów.

Włoszki

Nie cierpią na bóle brzucha. Chociaż nie żałują sobie śmietany i obficie posypują makaron tłustym serem, rzadko dopada je niestrawność. W czym tkwi tajemnica?
Potrawy kuchni włoskiej, np. spaghetti, na co dzień przyprawiane są lebiodką (oregano). Olejki eteryczne tej rośliny nie tylko ułatwiają trawienie (hamują nadmierną fermentację w jelitach, zapobiegają wzdęciom), ale też działają bakteriobójczo. Z ostatnich badań przeprowadzonych w USA wynika, iż oregano ma silne działanie grzybobójcze. Co więcej, niszczy bakterie wywołujące zatrucie pokarmowe, nawet gronkowca złocistego.

Wypróbuj tę dietę. Kilka razy w tygodniu dosyp pół łyżeczki tej przyprawy np. do sałaty, sałatki z pomidorów, spaghetti. Możesz też po prostu posypać nią kanapki z wędliną lub fetą.

Bułgarki

Mają mocne zęby i kości. Chętnie pokazują w uśmiechu rząd olśniewająco białych zębów, a wcale nie biegają co miesiąc do dentysty. W czym tkwi tajemnica?
Tradycyjnym pokarmem jedzonym na co dzień w Bułgarii jest jogurt. Nie przypomina on jednak naszego, półpłynnego jogurtu. Gęsty i lekko słonawy jest doskonałym źródłem dobrze przyswajalnego wapnia, potrzebnego kościom. Dodatkowo wchłanianie tego składnika wspomaga witamina D, wytwarzana w organizmie pod wpływem słońca. A słońca w Bułgarii nie brakuje. Częste jedzenie jogurtu ma zbawienny wpływ nie tylko na zęby. Jest też gwarancją zdrowych dziąseł.

Wypróbuj tę dietę. Trzy razy w tygodniu zjedz około 10 dag żółtego sera lub fety (również zawiera dużo wapnia). Możesz wrzucić pokruszony ser do sałatki greckiej albo położyć plaster na kromce chleba.

Arabki

Anemia im nie grozi. Mimo że mięso (główne źródło żelaza) nie codziennie gości na ich talerzu, niezwykle rzadko chorują na anemię. W czym tkwi tajemnica?
W krajach arabskich często jada się placki pita z humusem, czyli pastą ze zmielonych ziaren cieciorki z dodatkiem sezamu, czasem także bakłażanów. Sezam zaś ma wyjątkowo dużo żelaza chroniącego przed anemią.

Wypróbuj tę dietę. Kupuj kilka razy w tygodniu bułeczki obsypane sezamem, parę razy w miesiącu skuś się na trochę chałwy (mnóstwo żelaza!). Możesz też kilka razy w tygodniu jeść chrupki chlebek Wasa z sezamem. Ważne! Zwiększysz wchłanianie żelaza, jedząc zielone warzywa – sałatę lub szpinak.

Norweżki

Przeziębiają się rzadko. Choć zimny i chmurny klimat Norwegii wydaje się sprzyjać przeziębieniom, mieszkanki tego kraju raczej rzadko chodzą zakatarzone. W czym tkwi tajemnica?
Podstawowym składnikiem ich diety są wędzone i pieczone tłuste ryby morskie, zwiększające odporność. Zawierają one nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, o wyjątkowo dobroczynnym działaniu. Kwasów tych nie ma żaden inny produkt, poza rybami morskimi. Kwasy omega-3, przyswajane z ryb, działają silniej niż np. kwasy omega uzyskane z orzechów. Gdy regularnie jadasz łososia, makrelę czy tuńczyka, zmniejszasz ryzyko infekcji o 30%. Wypróbuj tę dietę.

Raz w tygodniu przyrządzaj na obiad porządną porcję ryby (najlepiej upiecz ją w folii lub ugotuj na parze). Możesz też np. na kolację zjeść niewielki kawałek wędzonej makreli. Ważne! Kwasy omega-3 mają też inne zalety – zapobiegają depresji.

Japonki

Nie znają uderzeń gorąca. Menopauzę przechodzą gładko, prawie bezobjawowo, nie dręczą ich huśtawki nastroju i nocne poty, które są zmorą Europejek. W czym tkwi tajemnica?
Zawdzięczają to diecie bogatej w soję. Zawiera ona roślinne hormony (fitoestrogeny), o budowie podobnej do kobiecych estrogenów. Niewielka ilość tych hormonów dostarczanych w pożywieniu, korzystnie działa na organizm kobiety, zapobiegając tzw. objawom wypadowym, charakterystycznym dla okresu przekwitania (wiele polskich kobiet dotykają one już około czterdziestki). Wypróbuj tę dietę.

Włącz do jadłospisu danie z soi – np. raz w tygodniu ugotuj potrawę jednogarnkową z soją, pomidorami i papryką. Możesz dodać drobno pokrojoną kiełbasę lub parówki. Ważne! Przed gotowaniem mocz ziarna soi w zimnej wodzie jedną lub dwie godziny.

Francuzki

Nie boją się Alzheimera. Ich dieta wyjątkowo sprzyja zachowaniu sprawnego umysłu, a to z powodu kilku jedzonych przez nie produktów. W czym tkwi tajemnica?

Po pierwsze – jadają dużo chudego mięsa (obfituje w witaminę PP – niacynę, zapobiegającą degradacji neuronów).Po drugie – nie wyobrażają sobie obiadu bez sałaty lub innych zielonych warzyw i szpinaku czy brokułów (zawierających w kwas foliowy, potrzebny w procesie zapamiętywania). Po trzecie – piją do obiadu czerwone wino (poprawia funkcjonowanie mózgu, czterokrotnie zmniejszając ryzyko demencji). Wypróbuj tę dietę.

Dwa razy w tygodniu jedz chude mięso drobiowe lub łyżkę orzeszków ziemnych (niacyna), sałatę lub brokuły (kwas foliowy). Do tego – lampka czerwonego wina.

Greczynki

Ruchliwe jak nastolatkiDo późnego wieku zachowują doskonałą sprawność fizyczną i lekkość ruchów. W czym tkwi tajemnica?
Jednym z ich przysmaków są granaty, rosnące w ogródkach wielu Greków. Zawarte w nich flawonoidy blokują enzymy biorące udział w powstawaniu stanów zapalnych chrząstki stawowej. Uczeni z Case Western University (USA) dowiedli, że sok z granatów przeciwdziała chorobie zwyrodnieniowej stawów i kręgosłupa. Wypróbuj tę dietę.

Dodawaj do sałatek i dań mięsnych czosnek. Naukowcy ze Szwajcarii wykryli w nim peptyd GPCS, o zaletach podobnych do działania soku z granatów. Eksperci zalecają ząbek czosnku dziennie.

Zródło : kobieta.wp.pl

Kurczak po Czerkasku

maj 26, 2007

 

 

Kurczak po Czerkasku

To danie pochodzi z przepisów kuchni tureckiej , ale jest popularne na całym Bliskim Wschodzie. Kurczaka gotuje się w delikatnie bulgocącej wodzie i podaje na zimno z aromatycznym sosem orzechowym

Składniki:

1.5 kg kurczaka
2 cebule pokrajane na ćwiartki
1 marchewka pokrajana w plasterki
1 gałązka selera naciowego , bez liści
pokrajana w plasterki
6 ziaren pieprzu
3 kromki chleba , bez skórki
2 ząbki czosnku , pokrajane na dość duże kawałki
3 i 1/2 szklanki siekanych orzechów włoskich
1 łyżka stołowa oleju z orzechów włoskich
sól i mielony czarny pieprz
siekane orzechy włoskie i papryka w proszku do przybrania

Sposób przygotowania :

Kurczaka włóż do dużego rondla , razem z cebulami , marchwią ,
selerem , dodaj ziarna pieprzu. Zalej wodą w takiej ilości , aby przykryła
kurczaka i zagotuj. Gotuj na wolnym ogniu przez ok. godzinę , bez przykrycia ,
aż mięso będzie miękkie. Wyłącz ogień , wystudź . Odlej kurczaka , zachowaj wywar.

Chleb porwij na kawałeczki i namocz w 6 łyżkach wywaru z kurczaka.
Tak przygotowany chleb zmiksuj z czosnkiem i orzechami włoskimi ,
zalej 1 szklanką pozostałego wywaru . Miksuj do uzyskania jednolitej , gładkiej pasty. Przełóż do rondla.

Rondel postaw na małym ogniu , stopniowo dolewaj wywar z kurczaka , bez przerwy mieszaj , aż do uzyskania gęstej , ale płynnej konsystencji . Dopraw solą i pieprzem , zdejmij z ognia i odstaw do wystygnięcia . Z kurczaka zdejmij skórę , oddziel mięso od kości i pokrój na nieduże kawałki.

Mięso włóż do miski i dolej nieco sosu . Wymieszaj tak , aby każdy kawałek kurczaka pokryty był sosem . Następnie ułóż mięso na półmisku.
nałóż pozostały sos i polej olejem orzechowym.
Posyp orzechami włoskimi i papryką. Podawaj od razu.

Smacznego :)

Autor : Jacqueline Clark , Joanna Farrow
Zródło : Kuchnia Śródziemnomorska

 

 

 

 

 

Joga lekiem na depresję

Ćwiczenie jogi podnosi w mózgu poziom substancji, która wycisza aktywność neuronów – zaobserwowali naukowcy z USA. Dzięki temu jogę można będzie wykorzystać w leczeniu depresji i zaburzeń lękowych, które mają związek z niedoborem tego neuroprzekaźnika.

 

Chodzi tu o kwas gamma-aminomasłowy (GABA), który jest głównym neuroprzekaźnikiem odpowiedzialnym za wyciszanie pobudzonych neuronów. Zbyt niski poziom GABA obserwuje się u osób z różnymi zaburzeniami psychicznymi, jak depresja czy stany lękowe oraz neurologicznymi, jak padaczka. Obecnie, aby zwiększyć stężenie tego neuroprzekaźnika, stosuje się odpowiednie leki.

Naukowcy z Wydziału Medycyny Uniwersytetu w Bostonie zaobserwowali, że na poziom GABA w mózgu można wpływać nie tylko farmakologicznie, ale również poprzez styl życia.

W doświadczeniu wykorzystano technikę o nazwie spektroskopia rezonansu magnetycznego, która pozwala ocenić niewielkie zmiany w poziomie różnych związków w mózgu. Przebadano mózgi 8 osób, które ćwiczyły jogę oraz w ramach kontroli 11 osób, które jej nie praktykowały i zamiast treningu przez godzinę czytały. Badania wykonywano przed i po jednogodzinnej sesji jogi bądź sesji czytania.

Okazało się, że u osób, które ćwiczyły jogę, bezpośrednio po treningu poziom GABA w mózgu wrósł o 27 proc. W drugiej grupie osób nie odnotowano żadnych zmian w stężeniu tego związku.

– Nasze badania wyraźnie wskazują, że u osób praktykujących jogę, po treningu rośnie poziom GABA – komentuje prowadzący badania dr Chris Streeter. Zdaniem badacza, rodzi to nadzieję na wykorzystanie jogi w łagodzeniu objawów depresji, zaburzeń lękowych oraz padaczki. Metoda ta może mieć wiele zalet, gdyż jest tania, nie daje ubocznych skutków zdrowotnych i łatwo ją zastosować.

Więcej na ten temat można przeczytać w artykule zamieszczonym na łamach pisma „Journal of Alternative and Complementary Medicine”.

Zródło : PAP

 

 

Trening odmładza mięśnie

Ćwiczenia fizyczne nie tylko poprawiają samopoczucie. Trening – zwłaszcza wytrzymałościowy – odmładza tkankę mięśniową u zdrowych osób w starszym wieku.

 

Kanadyjscy naukowcy z McMaster University Medical Center w Hamilton pobrali próbki mięśni uda od 25 kobiet i mężczyzn w wieku powyżej 65 lat, uczestniczących w treningach przez sześć miesięcy (dwa razy tygodniowo). Próbki te porównano z próbkami mięśni znacznie młodszych osób.

U osób starszych gorzej funkcjonują mitochondria – „centrale energetyczne” ich komórek. Okazało się, że ćwiczenia mogą odwrócić proces pogarszania funkcji mitochondriów. Mięśnie funkcjonują niemal jak u młodych (o ile przed ćwiczeniami były o 59 procent słabsze niż u 20-30-latków, to po nich – tylko o 38 procent).

Efekty utrzymały się, gdy po zakończeniu treningu seniorzy kontynuowali ćwiczenia w domu.

O badaniach poinformowało pismo PLoS One.

Zródło : PAP

 

Flirt ze słońcem

maj 24, 2007

 

 

 

Flirt ze słońcem

Trudno mu się oprzeć, bo poprawia nastrój lepiej niż kieliszek szampana. Złoci skórę, ale jego promienie również szkodzą, o czym w rozmowie z NAJ przypomina dermatolog Iwona Pniewska.

 

- Nadmiar słońca przyspiesza powstawanie zmarszczek. Co złego może jeszcze wyrządzić skórze?

- Natychmiastowym efektem zbyt dużych dawek słońca jest oparzenie skóry. Niewielki rumień, czyli zaczerwienienie, to oparzenie I stopnia. Gdy pojawiają się pęcherze, mamy do czynienia z II stopniem. Możliwy jest i III (martwica tkanek), gdy ktoś zaśnie na słońcu. Odległe skutki opalania to zmarszczki oraz nowotwory skóry. Za oparzenia odpowiedzialne jest promieniowanie UVB, za starzenie się skóry i nowotwory - UVA.

- Może więc bezpieczniejsze jest chodzenie do solarium zamiast na plażę?

- Każde opalanie szkodzi, niezależnie od źródła światła. A więc także solarium.

- Jakie nowotwory skóry są najczęstsze?

- Raki podstawnokomórkowe. Na szczęście dość łatwo je wyleczyć, np. wymrażając ciekłym azotem. Częściej jednak spotyka się zmiany przednowotworowe, np. rogowacenie słoneczne (objawia się szorstkością skóry). Trzeba je usuwać, bo mogą przekształcić się w nowotwór, np. w groźnego raka kolczystokomórkowego.

- Większość z nas najbardziej boi się czerniaka. Czy często atakuje?

- Wręcz przeciwnie - bardzo rzadko. Stanowi zaledwie 1 proc. wszystkich nowotworów skóry, ale jest najniebezpieczniejszy. Można go wyleczyć tylko we wczesnej fazie rozwoju, gdy nie sięga głęboko w skórę (najwyżej 1 mm). Wtedy też nie daje przerzutów.

- Czy pieprzyk, który nagle się pojawił, jest powodem do obaw, że to czerniak?

- Niekoniecznie, ponieważ znamiona barwnikowe powstają przez całe nasze życie. Co prawda pojawia się ich najwięcej w drugiej i trzeciej dekadzie, ale w późniejszym wieku też się tworzą, tyle że rzadziej. Nowy pieprzyk nie jest więc powodem do paniki!

- A co powinno zaniepokoić? Może czarny kolor?

- Czerniak nie zawsze jest czarny. Co prawda najmniej podejrzane są jasno- i ciemnobrązowe pieprzyki w jednolitym kolorze, ale i czarne mogą być zmianami łagodnymi, jeśli nie zmieniają swojego wyglądu, nie rosną.

- W jaki więc sposób można odróżnić tego raka?

- Na podstawie czterech cech, zwanych ABCD, które są pierwszymi literami angielskich słów oznaczających: asymetrię, granicę, kolor, rozmiar. Czerniak ma nieregularny kształt i niejednolity kolor. Łagodne znamię jest owalne lub okrągłe i jednolicie zabarwione. W mało widoczny sposób przechodzi w zdrową skórę, a granica czerniaka jest ostra. Co do koloru, to wszystkie znamiona innej barwy niż brązowa warto pokazać lekarzowi. Szczególnie podejrzane są szaroniebieskie. Niepokojące są też pieprzyki, które szybko się powiększają.

- Czy w rozpoznawaniu czerniaka lekarz zdany jest tylko na własne oczy?

- Dziś w diagnostyce pomaga mu dermatoskop. Daje możliwość obejrzenia nie tylko powierzchni zmiany, ale i zajrzenia nieco głębiej. Jeśli dermatoskop jest połączony z aparatem fotograficznym, wykonuje się zdjęcia pieprzyków, by po pewnym czasie sprawdzić, czy ich wygląd się nie zmienił. Jednak pełną i pewną diagnozę można postawić dopiero na podstawie wyników badania histopatologicznego. W tym celu trzeba wyciąć znamię. Zabieg wykonuje dermatolog (nie potrzebujemy do niego skierowania). Tylko w uzasadnionych przypadkach pacjent trafia do onkologa.

- Podobno im częściej się w życiu opalaliśmy, tym większe jest ryzyko rozwoju czerniaka?

- Na pewno tak. Ale ważne są nie tylko dawki słońca, jakie w życiu otrzymaliśmy, ale też epizody oparzeń słonecznych, szczególnie tych, które miały miejsce w dzieciństwie, kiedy skóra była cienka. Łatwo wówczas ulega uszkodzeniom, które zwiększają prawdopodobieństwo rozwoju nowotworów skóry.

- Co należy zrobić, jeśli mimo ostrożności doszło do oparzenia?

- Trzeba zastosować się do zasady obowiązującej przy wszystkich oparzeniach. Jak najszybciej należy schłodzić ciało. Warto więc wziąć chłodny prysznic, a potem robić zimne okłady.

- Mogą być z kefiru albo jogurtu naturalnego?

- Oczywiście. Znakomicie koją podrażnioną słońcem skórę, a wyjęte z lodówki idealnie ją chłodzą. Przy oparzeniach słonecznych najskuteczniejsze są leki przeciwzapalne w postaci kremu ze sterydami. Obecnie jedynym dostępnym w aptekach bez recepty jest Hydrocortisonum 0,5%.

- Podobno skutki oparzeń się sumują?

- Tak. Im więcej ich było, tym większe ryzyko nowotworów skóry. Groźne jest jednak także jednorazowe oparzenie.

- Czy liczba zachorowań na czerniaka zmalała, odkąd używamy kremów z filtrami UVB/UVA?

- Niestety, stale się zwiększa. Co 10 lat się podwaja. Jednym z powodów może być niewłaściwe stosowanie kosmetyku przeciwsłonecznego. Niektórzy uważają, że wystarczy się nim posmarować i można bezkarnie smażyć się na słońcu, a w dodatku jeszcze się opalić. Tymczasem jeśli właściwie używamy kremu z filtrami, to się nie opalimy.

- Przeciętna Polka ma jasną karnację. Jakich filtrów potrzebuje?

- Powinna najpierw użyć maksymalnych, czyli 50+. Potem można je trochę zmniejszyć, bo skóra się stopniowo hartuje. Jeśli naprawdę o nią dba, radzę, by pozostała przy maksymalnej ochronie, bo opalanie wysusza i postarza skórę. Pewnie dlatego jesienią w prasie kobiecej ukazują się artykuły zatytułowane “Jak zregenerować skórę po lecie”. A wystarczy jej nie szkodzić.

- Czy można wzmocnić ochronę skóry przed słońcem tabletkami?

- Tak. U osób z nadwrażliwością skóry na słońce stosuje się np. preparaty z dużą dawką beta-karotenu. Taką terapię przeprowadza się pod kontrolą lekarza. Samemu można zafundować sobie kurację suplementami diety, które czynią skórę odporniejszą na działanie słońca, nadają jej lekko opalony kolor, czasami także regenerują.

- Czy pani się opala?

- To byłoby bez sensu. Po co walczyć ze starością, stosując kremy i zabiegi kosmetyczne, a jednocześnie ją przyspieszać przez opalanie? Dlatego pewnie nigdy nie zrozumiem kobiet, które wydają mnóstwo pieniędzy na botoks i kwas hialuronowy, a potem godzinami leżą na plaży.

Bądź czujna

W Australii na 100 000 osób notuje się 40 przypadków czerniaka. W Polsce - 3. Niech to jednak nie uśpi twojej czujności. Czynnikami ryzyka rozwoju czerniaka oprócz słońce są m.in. jasna karnacja, rodzinne występowa- nie tego nowotworu, duże znamiona wrodzone.

Źródło: Naj nr 21/2007

 

Ekologicznie nie zawsze znaczy zdrowo

„Ekologiczne” pranie w wodzie o niskiej temperaturze nie niszczy najczęściej spotykanych alergenów – poinformowano na konferencji American Thoracic Society w San Francisco.

 

Pranie w temperaturze 60 i więcej stopni zabija wszystkie roztocza kurzu domowego. W temperaturze 40 stopni ginie ich zaledwie 6,5 procent.

Wysoka temperatura pozwala kilkakrotnie skuteczniej pozbyć się także psiego naskórka i sprzyjającego alergiom pyłku kwiatowego – twierdzi dr Jung-Won Park z uniwersytetu Yonsei w Seulu. Podczas badań sprawdzał on poziom alergenów na bawełnianych prześcieradłach w zależności od ustawień pralki

Oszczędną alternatywą dla prania w gorącej wodzie może być zdaniem naukowca pranie w 30-40 stopniach połączone z 3-4-krotnym płukaniem w zimnej wodzie w cyklach po 3 minuty.

Zródło : PAP