Kaczka po staropolsku

maj 22, 2007

 

Kaczka po staropolsku

Składniki:

1 kaczka
1 łyżka majeranku
300 g kaszy gryczanej
150 g wątróbki
2 jaja
600 ml bulionu
1 cebula
2 łyżki margaryny
1 łyżka masła
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
sól , biały pieprz

Sposób przygotowania :

Z dokładnie umytej kaczki wykrój kości , ale tak by nie uszkodzić skóry.
Tuszkę natrzyj ze wszystkich stron majerankiem i solą.

Opłukaną kaszę wsyp do gorącego bulionu , po czym ugotuj na sypko.
Posiekaj cebulę i zeszkli ja na łyżce margaryny ,wątróbkę umyj , podsmaz na pozostałej margarynie a gdy lekko przestygnie , zmiel w maszynce do mięsa.

Oddziel białka od żółtek , następnie ubij na sztywno pianę. gdy kasza będzie gotowa , przestudzoną wymieszaj z żółtkami , masłem , wątróbką , podsmażoną cebulką oraz natką pietruszki . Farsz dopraw do smaku , następnie połącz go z piana z białek i wszystko delikatnie i starannie wymieszaj.

Przygotowaną wcześniej kaczkę wypełnij farszem i zaszyj.
Włóż ją do posmarowanej tłuszczem brytfanny i piecz ok. 90 minut w temp
175 stopni. By kaczka zachowała odpowiednią chrupkość i zbytnio nie wyschła
obficie polewaj ją od czasu do czasu sosem powstałym w trakcie pieczenia.
Wyjmij kaczkę z piekarnika ułóż na półmisku i udekoruj owocami i zieleniną.

Smacznego :)

Jak dbać o piersi

maj 22, 2007

 

 

Jak dbać o piersi

Piersi żyją zgodnie z naszym miesięcznym rytmem. W jego połowie, gdy zbliża się jajeczkowanie, nabrzmiewają, pojawiają się w nich zgrubienia i nierówności. Wtedy także stają się twarde i wrażliwe na dotyk, nawet bolą.

 

Gdy są kształtne i jędrne, dodają nam kobiecości. Zatroszczmy się więc, by były nie tylko piękne, ale też zdrowe.

Piersi żyją zgodnie z naszym miesięcznym rytmem. W jego połowie, gdy zbliża się jajeczkowanie, nabrzmiewają, pojawiają się w nich zgrubienia i nierówności. Wtedy także stają się twarde i wrażliwe na dotyk, nawet bolą. W kilka dni po okresie, kiedy dolegliwości ustąpią i piersi będą miękkie, łatwo wyczuć w nich wszelkie zmiany. I to jest najlepszy moment, by je badać. Nie wpadajmy jednak w panikę, jeśli odkryjemy w piersiach zgrubienie lub po wykonaniu USG czy mammografii dowiemy się o podejrzanym guzku. Tylko w nielicznych wypadkach takie zmiany okazują się rakiem. A można go pokonać, jeżeli wykryty zostanie we wczesnym stadium i szybko rozpoczniemy odpowiednie leczenie.

Ryzyko nowotworu piersi jest tym większe, im wcześniej dojrzewamy (np. przed 12. rokiem życia) i im później występuje menopauza (zwłaszcza po ukończeniu 55 lat). Do grupy zwiększonego ryzyka tej choroby należą także te z nas, które: nigdy nie rodziły, po raz pierwszy zaszły w ciążę po trzydziestce, nie karmiły piersią lub co najmniej przez 15 lat zażywały pigułki antykoncepcyjne. Skłonność do raka piersi bywa też dziedziczona. Zwykle zapadają na niego kobiety, których matki lub babki też na niego chorowały. W tym wypadku, poza regularnym samobadaniem piersi, warto zrobić testy genetyczne.

Badaj piersi sama - to proste!

Rozbierz się i stań w dobrym świetle przed lustrem:

1. Wyciągnij ręce do góry i oceń, czy nie zmieniły się kształt piersi i kolor skóry.

2. W ten sam sposób przyjrzyj się piersiom, opierając mocno dłonie na biodrach.

3. Ściśnij brodawkę kciukiem i palcem wskazującym i zobacz, czy nie wydobywa się z niej płyn.

4. Sprawdź, czy w piersi nie ma guzków. Lewą rękę połóż z tyłu głowy, prawą na lewej piersi. Lekko naciskając ją trzema środkowymi palcami, zataczaj kółeczka z góry na dół i odwrotnie. To samo zrób lewą ręką z prawą piersią.

5. Połóż się na plecach i wsuń zwinięty ręcznik pod lewy bark, lewą rękę włóż pod głowę. Trzema środkowymi palcami prawej ręki badaj lewą pierś tak, jak to robiłaś poprzednio. To samo powtórz z prawą piersią. Sprawdź też, czy węzły chłonne pod pachami nie są powiększone.

Do lekarza powinnaś pójść, jeśli skóra piersi jest pomarszczona i zaczerwieniona, a także gdy brodawka jest wciągnięta i sączy się z niej wydzielina. Niepokojące są wyczuwalne w piersiach guzki.

Jeśli skończyłaś dwadzieścia lat

Sama badaj piersi raz w miesiącu, najlepiej trzeciego, czwartego lub piątego dnia po menstruacji. Nie martw się, jeśli wyczujesz w nich drobne stwardnienia. Co druga kobieta po 20. roku życia może już mieć niewielkie zgrubienia lub guzki. Najczęściej są to zupełnie niegroźne torbiele, włókniaki czy gruczolaki. By jednak mieć pewność, trzeba pójść do ginekologa i zrobić USG piersi. To lekarz zadecyduje, jak często powinnaś zgłaszać się na kontrolę.

Gdy masz trzydzieści lat

Wiele nas po 30. roku życia ma już w piersiach włókniaki lub torbiele. W tym wieku również przybywa w nich tkanki tłuszczowej, więc coraz trudniej wyczuć ewentualne zmiany. Nie wystarczy już comiesięczna samokontrola. Dlatego, nawet jeśli nie masz żadnych dolegliwości, raz w roku koniecznie powinnaś zgłosić się na badanie piersi do ginekologa lub onkologa. To odpowiedni czas, by zrobić USG, a kolejne wykonywać systematycznie co dwa lata. Panie, które skończyły 35 lat, mogą też zrobić pierwszą w życiu mammografię. Profilaktycznie należy ją wykonywać raz na pięć lat. Mammografia jest zawsze konieczna u kobiet o podwyższonym ryzyku zachorowania na raka piersi. Po 30. roku życia nasilają się też objawy zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Wtedy, by zmniejszyć obrzęk i bolesność piersi, wystarczy przestrzegać zaleceń lekarza.

Jesteś już po czterdziestce

Ryzyko raka piersi rośnie wraz z wiekiem. Dlatego po 40. urodzinach mammografię powinnaś robić co dwa lata, a po pięćdziesiątce - co roku. Nie możesz też zaniedbywać comiesięcznego samobadania piersi. Należy je robić tak jak do tej pory, czyli w pierwszych dniach po okresie. Po menopauzie, kiedy okres już zaniknie, takie badanie powinnaś wykonywać zawsze tego samego dnia miesiąca. Pamiętaj także, że wraz z wiekiem cykle stają się bezowulacyjne. Zmniejsza się wtedy wydzielanie progesteronu, więc piersi są narażone na działanie estrogenów. Nie tylko mogą znacznie się powiększyć (są bowiem obrzęknięte), ale też często stają się nadmiernie tkliwe. Takie zmiany może łagodzić m.in. hormonalna terapia zastępcza (HTZ). Jej stosowanie należy jednak szczegółowo uzgodnić z lekarzem

Źródło: Claudia nr 10/2005

 

 

 

 

Grejpfruty - sposób na zdrowe dziąsła

Jedzenie grejpfrutów może pomóc przy kłopotach z dziąsłami – informuje „British Dental Journal”. Jak wynika z badań przeprowadzonych w Niemczech, osoby które przez dwa tygodnie jadły dwa grejpfruty dziennie mniej krwawiły z chorych dziąseł.

 

Na uniwersytecie Fredricha Schillera w Jenie przebadano 58 pacjentów z przewlekłą chorobą dziąseł – zarówno palących, jak i niepalących. U większości z nich poziom witaminy C we krwi był na początku eksperymentu obniżony, przy czym u palaczy przeciętnie o 29 proc. bardziej niż u niepalących. Nie jest jasne, czy obniżenie poziomu witaminy C to skutek samego palenia czy też gorszej diety osób palących.

Dwa grejpfruty dziennie wyraźnie podniosły poziom witaminy C, co uwidoczniło się zwłaszcza u palaczy. Przeciętny grejpfrut zawiera ponad 90 miligramów witaminy C. Sprzyja ona gojeniu się ran i zapobiega uszkodzeniom powodowanym przez wolne rodniki

Wiadomo, że grejpfruty pomagają przy odchudzaniu i zapobiegają cukrzycy. Bezpośrednio po ich spożyciu nie należy jednak szczotkować zębów – kwasy owocowe na jakiś czas osłabiają szkliwo. Sok grejpfrutowy może także zakłócać działanie niektórych leków.

Zródło : PAP

 

 

Dziąsłom służy sen

Najbardziej szkodliwy dla dziąseł i przyzębia jest, obok palenia tytoniu, niedobór snu – twierdzą badacze japońscy.

 

Badania przeprowadzono na 203 japońskich robotnikach fabrycznych. Miały wykazać, jaki wpływ na choroby przyzębia mają odżywianie, picie alkoholu, sen, stres, palenie, ćwiczenia fizyczne czy codzienne jedzenie śniadania.

Okazało się, że najbardziej szkodliwe dla dziąseł i zębów było palenie. Palaczami było 41 procent uczestników badań, u których doszło do postępu paradontozy.

Drugim szkodliwym czynnikiem był niedobór snu. Osoby śpiące 7 do 8 godzin na dobę miały dziąsła w lepszym stanie niż śpiące sześć albo mniej godzin na dobę. Również codzienne picie alkoholu i stres nie służyły przyzębiu.

Informację na ten temat zamieściło pismo „Peridontology”.

Zródło : PAP

 

 

 

 


Higiena intymna - zdrowie i komfort

Świeża i zadbana od stóp do głów czujesz się świetnie. Taki efekt zapewnią ci prawidłowo wykonane codzienne zabiegi pielęgnacyjne.

 

Delikatne miejsca intymne wymagają troskliwszej higieny niż inne części ciała. Żele pod prysznic i mydła, nawet cenionych firm, są nieodpowiednie, bo naruszają naturalną barierę ochronną pochwy. Do mycia używaj więc specjalnych żeli do higieny intymnej. Mają odpowiedni odczyn pH, działają przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo.

Częściej wcale nie znaczy lepiej

Powinnaś podmywać się dwa razy dziennie - zawsze od przodu ku tyłowi, nigdy odwrotnie! Jakakolwiek przesada jest niewskazana. Nieustanne szorowanie okolic intymnych niszczy naturalny odczyn błony śluzowej pochwy i sprzyja infekcjom. Zrezygnuj również z irygacji pochwy. Do higieny intymnej nie używaj gąbki. To źródło zarazków, które rozmnażają się w wilgotnych i ciepłych warunkach, jakie panują w łazience. Częściej należy podmywać się podczas miesiączki, najlepiej przy każdej zmianie podpaski lub tamponu.

W kolejnych fazach cyklu miesiączkowego możesz wybrać odpowiednie środki higieny osobistej, dzięki którym będziesz się czuła komfortowo.

Zapewniają świeżość

  • Tampony - są produkowane w kilku rozmiarach, mają też różną chłonność. Powinno się je zmieniać co 3 godziny. Jeśli masz upławy, nadżerkę, zapalenie przydatków, nosisz spiralę, wybierz podpaski.
  • Podpaski - na początku miesiączki trzeba je zmieniać co 2-4 godziny. W kolejnych dniach 4-6 razy dziennie. Podpaski mogą uczulać, powodując swędzenie i pieczenie krocza.
  • Wkładki - służą do ochrony bielizny między menstruacjami, zwłaszcza przy plamieniach i upławach. Są bardzo cienkie. Możesz je dobrać do koloru i kształtu bielizny.
  • Chusteczki do higieny intymnej - niezastąpione podczas podróży w każdej fazie cyklu miesiączkowego. Są nasączone odświeżającym roztworem o naturalnym odczynie pH. Nie podrażniają skóry.

Źródło: Claudia nr 2/2003

 

Polędwica książęca

Składniki:

1.5 kg polędwicy wołowej
sól , pieprz
2 ząbki czosnku
3 łyżki suszonej bazylii
2 łyżki oliwy z oliwek
1 kostka bulionowa
250 ml śmietany
2 łyżki masła
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1-2 łyżki Vegety
sok z cytryny
gałązka natki pietruszki do dekoracji

 

Sposób przygotowania :

Polędwicę dobrze oczyść , umyj i osusz.
Czosnek oczyść , a potem zmiażdż go w prasce.
Mięso dokładnie natrzyj solą , pieprzem , czosnkiem i bazylią.
Wstaw je do lodówki na co najmniej 3 godziny.

Rozgrzej w brytfannie oliwę i obsmaż mięso ze wszystkich stron.
Kostkę bulionową rozpuść w niewielkiej ilości wody , podlej wołowinę
i dodaj masło . Polędwicę duś na wolnym ogniu pod przykryciem okolo 50 minut . Za każdym razem gdy sos odparuje , dolewaj wody.
Gdy polędwica będzie miękka , wyjmij ją z brytfanny , szczelnie owiń folia aluminiową i odstaw w ciepłe miejsce.

Do sosu , który wytworzy sie w trakcie duszenia , dodaj śmietanę wymieszana z mąką ziemniaczaną i całość doprowadź do wrzenia.

Zdejmij garnek z ognia , dopraw sokiem z cytryny , Vegetą oraz pieprzem.
Ciepłą wołowinę pokrój w plastry , polej przyrządzonym sosem i udekoruj pietruszką. Polędwica świetnie smakuje z ziemniakami , kluskami , ale można ją także podać z długoziarnistym ryżem

Smacznego :)

 

 

 

Chroń oczy za ciemnymi szkłami

Kupując okulary przeciwsłoneczne, kierujesz się ich modnym kształtem. Zwróć też uwagę na kolor i jakość szkieł. To one decydują, czy oczy będą miały skuteczną ochronę przed słońcem.

 

Wybieraj szkła ciemnoszare, szare, zielone albo szaroniebieskie - nie zniekształcają obrazu, są dobre również dla dalekowidza. Brązowe poprawiają kontrast, są więc idealne dla każdego. Zrezygnuj z niebieskich i różowych, gdyż powodują zamglenie szczegółów.

Zwróć też uwagę na symbole, którymi są oznakowane okulary. Napis CE znaczy, że szkła mają międzynarodowy certyfikat jakości, są wykonane zgodnie z europejskimi normami. 400 nm - okulary skutecznie odbijają promienie UV, natomiast niższa liczba oznacza, że nie osłaniają dobrze twoich oczu. UV 100 % - chronią całkowicie przed promieniami UV. Szkła mogą być też oznaczone kategorią. Im wyższa, tym lepsza. Wybieraj okulary przeciwsłoneczne od 4 kategorii wzwyż.

Najlepsze okulary - lekkie, odporne na zarysowania i zgniecenia - wykonane są z polimeru organicznego. Szklane, choć idealne optycznie, niestety, są dosyć ciężkie i nieodporne na stłuczenie. Natomiast plastikowe szybko się rysują i łatwo je połamać.

Źródło: Naj nr 28/2005

 

 

 

 

Ostrożnie z multiwitaminami

Przyjmowanie multiwitamin w nadmiernych dawkach zwiększa ryzyko raka prostaty – informuje „Journal of the National Cancer Institute”.

 

Naukowcy z US National Cancer Institute przebadali 300 000 mężczyzn i wykazali, że przyjmowanie więcej niż siedmiu dawek multiwitamin tygodniowo zwiększało o 32 procent ryzyko zaawansowanego raka prostaty, a o niemal 100 procent – śmierci tego powodu. Ryzyko mniej zaawansowanych nowotworów tego narządu nie ulegało zmianie.

Najwyraźniejszy związek między multiwitaminami a nowotworem zaobserwowano u osób z rodzinną skłonnością do tego raka oraz przyjmujących – prócz multiwitamin – suplementy selenu, cynku i beta-karotenu.

Eksperci doradzają dbającym o zdrowie mężczyznom raczej zdrową dietę niż witaminy i suplementy w pigułkach. Badania wykazały ochronne działanie diety bogatej w warzywa i owoce. Natomiast lepiej unikać czerwonego mięsa.

Zródło : PAP

 


Czy tyjemy od wirusów?

Naukowcy podejrzewają, że przyczyną otyłości mogą być wirusy i bakterie.

 

Dwadzieścia lat temu hinduski profesor medycyny Nikhil V. Dhurandhar zwrócił uwagę na dziwne zjawisko. Zaobserwował, że ptaki zainfekowane często spotykanym drobnoustrojem, zwanym adenowirusem, bardzo szybko tyją. Okazało się też, że niektóre szczepy adenowirusa występują nie tylko u ptaków, ale też u innych zwierząt… i u ludzi. Naukowiec zainteresowany tym zjawiskiem rozpoczął badania nad małpami, kurczętami, szczurami i myszami zakażonymi adenowirusem 36 (Ad-36). Do jakich doszedł wniosków? Otóż wynika z nich, że ilość tkanki tłuszczowej w organizmie zwierząt zakażonych była nawet 2,5 raza wyższa niż u niezakażonych, mimo że jedne i drugie jadły tyle samo karmy.

Wirus lubi tłuszcz

Ostatnie badania sugerują, że podobne zjawisko może występować również u ludzi.

Wirusy pobudzają komórki tłuszczowe do rozrastania się i powodują zwiększenie ich rozmiarów. Wyłączają też sygnały alarmowe odpowiedzialne za przekazywanie do układu odpornościowego informacji o potrzebie zniszczenia wirusów. W ten sposób rozmnażają się więc bez przeszkód. Zespół amerykańskich naukowców pod kierunkiem prof. Richarda Atkinsona przebadał 502 dorosłych ochotników o różnej wadze ciała. Okazało się, że w grupie osób otyłych aż u 30 proc. stwierdzono obecność przeciwciał odpowiedzialnych za niszczenie wirusa Ad-36. To dowód, że w pewnym okresie życia pacjentów doszło do zakażenia (wirus Ad-36 powoduje łagodne objawy grypopodobne, przy czym wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy, że chorowały).
Do innego badania zaproszono 26 par identycznie wyglądających bliźniąt. Okazało się, że jeśli tylko jedno z bliźniąt było nosicielem wirusa Ad-36, to właśnie ono miało większą zawartość tłuszczu w organizmie. Te i inne badania dały Atkinsonowi podstawy, by twierdzić, że u ludzi zakażonych wirusem Ad-36 ryzyko otyłości jest o 60 do 100 proc. wyższe. Zdaniem naukowca jedynym skutecznym lekiem przeciwko „wirusowi otyłości” byłaby odpowiednia szczepionka. Dlatego założył laboratorium, w którym trwają prace nad jej stworzeniem. – Dążymy do tego, by móc szczepić niemowlęta już w wieku 6 miesięcy – wyjaśnia Atkinson.

Bakteriologia stosowana

Ale wirusy to nie jedyne mikroorganizmy, które podejrzewa się o to, że mogą powodować otyłość. Naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtona w USA przebadali drobnoustroje zamieszkujące jelita myszy, zwłaszcza tych z dużą nadwagą. Jak wykazano, u myszy otyłych występowały znaczne ilości bakterii, pośrednio powodujących odkładanie tłuszczu w organizmie.

Czy otyli ludzie mogą również przybierać na wadze wskutek działania własnych drobnoustrojów jelitowych, jeszcze nie wiadomo. Jeśli jednak okaże się, że podobny mechanizm funkcjonuje u ludzi, naukowcy będą mogli zacząć prace nad zmianą równowagi mikrobiologicznej jelit na korzyść bakterii, które zapobiegają odkładaniu się tłuszczu. Na razie wiemy tylko tyle, że nadmiaru komórek tłuszczowych (niezależnie od przyczyny ich powstania) bardzo trudno się pozbyć. Ich największym wrogiem jest aktywność fizyczna i właściwy sposób odżywiania.

Przeciw albo za

W środowisku naukowym teoria Atkinsona o „wirusowej i bakteriologicznej przyczynie otyłości” wywołuje spore kontrowersje. Niektórzy lekarze twierdzą, że Atkinson jest w błędzie. Ich zdaniem przyczyną tycia nie są żadne mikroby, tylko niewłaściwa dieta i brak ruchu. Ale spora grupa znanych amerykańskich specjalistów zajmujących się problemem otyłości twierdzi, że Atkinson robi kawał dobrej roboty. – Na przykładzie tej teorii łatwiej można zrozumieć, zjawisko, które zna prawie każdy: dlaczego często dzieje się tak, że po przebyciu jakiejś infekcji zaczynamy tyć – argumentują obrońcy Atkinsona. Która teoria zwycięży? Na odpowiedź musimy jeszcze poczekać.

Zródło : kobieta.wp.pl

 

 

Nękani migreną – zagrożeni ślepotą

Osoby w średnim wieku, którzy cierpią na częste bóle głowy, są bardziej narażeni na rozwój degradacji siatkówki oka, prowadzącej nawet do ślepoty – dowodzą badacze amerykańscy.

 

W swoich najnowszych badaniach naukowcy z Uniwersytetu Stanu Północnej Karoliny zaobserwowali, że na retinopatię, czyli degradację siatkówki oka, bardziej narażone są osoby, które cierpią na migreny i inne bóle głowy.

Dane do analizy zebrano w grupie niemal 11 tys. kobiet i mężczyzn w wieku od 51 do 71 lat. Dotyczyły one historii migren oraz innych bólów głowy u pacjentów. Sprawdzono też stan oczu badanych osób.

Okazało się, że pacjenci cierpiący na różne bóle głowy byli od 1,3 do 1,5 razy bardziej narażeni na rozwój retinopatii, niż osoby bez tych dolegliwości bólowych. Gdy analizę zawężono do osób bez nadciśnienia i cukrzycy, schorzeń uważanych za czynniki ryzyka retinopatii, związek ten okazał się być jeszcze silniejszy i dotyczył głównie osób z migrenami.

Zdaniem autorów pracy, podłożem obserwowanej zależności mogą być zaburzenia w czynności drobnych naczyń krwionośnych. Naczynia siatkówki wykazują bowiem duże podobieństwo do drobnych naczyń mózgu, zarówno pod względem anatomicznym, jak i czynnościowym.

Retinopatia jest chorobą, która niszczy siatkówkę oka i stopniowo może prowadzić do ślepoty. Rozwija się w wyniku nieprawidłowych zmian w naczyniach krwionośnych siatkówki. Podwyższone ryzyko tego schorzenia dotyczy osób z nadciśnieniem tętniczym, miażdżycą, cukrzycą oraz palaczy.

O badaniu można przeczytać w piśmie „Neurology.

źródło : PAP

Zobacz też : Migrena - 102 skuteczne sposoby na ból głowy

 

 

Sposób na warzywa bez strat

Gotowanie brokułów, kalafiora, brukselki czy kapusty obniża ich własności przeciwrakowe – wynika z najnowszych brytyjskich badań.

 

Wiadomo, że w procesie przygotowywania potraw tracimy pewną część cennych związków zawartych w produktach wyjściowych. Pod wpływem wysokiej temperatury rozkłada się np. wiele witamin, niektórym produktom szkodzi światło, a część dobroczynnych związków wylewamy do zlewu w trakcie odcedzania. Są jednak takie warzywa, jak np. pomidory, w których stężenie związku przeciwnowotworowego – likopenu – rośnie pod wpływem gotowania.

Naukowcy z Uniwersytetu Warwick prowadzili badania nad wpływem różnych procesów preparowania popularnych warzyw z rodziny krzyżowych: brokułów, kapusty, brukselki i kalafiora, na zawarte w nich związki przeciwrakowe - tzw. glukozynolany. Są one przekształcane w organizmie w przeciwnowotworowe isotiocyjany. Dlatego dieta bogata w rośliny krzyżowe może obniżać ryzyko zachorowania na wiele nowotworów złośliwych.

Warzywa testowane przez badaczy brytyjskich pochodziły z lokalnych sklepików i były transportowane do laboratorium w 30 minut po kupieniu. Tam sprawdzano jak zmienia się w nich zawartość glukozynolanów pod wpływem gotowania, gotowania na parze, w kuchence mikrofalowej oraz smażenia w woku, czyli smażenie w głebokiej patelni z dodatkiem niewielkich ilości tłuszczu.

Okazało się, że gotowanie miało bardzo niekorzystny wpływ na stężenie glukozynolanów we wszystkich badanych warzywach. Po 30 minutach gotowania ich zawartość spadała w brokułach aż o 77 proc., w brukselce – o 58 proc., w kalafiorze o 75 proc., a w kapuście – o 65 proc.

Inne metody przyrządzania, w tym gotowanie na parze do 20 minut, w kuchence mikrofalowej do 3 minut i w woku do 5 minut, nie wpływały istotnie na zawartość tych cennych związków.

Przechowywanie warzyw przez 7 dni w lodówce (w 4-8 st. C) bądź w temperaturze pokojowej również nie powodowało dużych strat. Natomiast trzymanie ich w niskich temperaturach, jak np. minus 85 st. C obniżało zawartość glukozynolanów nawet do 33 proc. Do strat dochodziło głównie w procesie rozmrażania. Z kolei drobne szatkowanie tych produktów prowadziło nawet do 75 procentowych strat.

Informację o brytyjskich badanich zamieścił serwis internetowy „EurekAlert”.

Zródło : PAP

 

 

Witamina D chroni przed gruźlicą

Przyjmowanie witaminy D powstrzymuje rozwój bakterii gruźlicy – potwierdzają badania brytyjskich naukowców, opublikowane w „American Journal of Respiratory and Critical Care Medicine”.

Witaminę D stosowano w leczeniu gruźlicy, zanim jeszcze pojawiły się skutecznie działające antybiotyki. Jednak nie było dotąd badań dotyczących jej wpływu na odporność wobec wywołujących tę chorobę bakterii Mycobacterium tuberculosis.

Naukowcy z Queen Mary’s School of Medicine oraz Imperial College przeprowadzili badania na grupie 131 osób. Połowa otrzymywała codziennie 2,5 miligrama witaminy D, zaś pozostałe – obojętne dla zdrowia placebo. Na początku oraz po sześciu tygodniach od uczestników badań pobierano próbki krwi i sprawdzano, jak reagują na zakażenie gruźlicą. Okazało się, że we krwi osób dostających witaminę D, rozwój bakterii gruźlicy był słabszy o 20 procent.

Planowane są badania kliniczne. Zdaniem autorów badań, witaminę D można by podawać pacjentom szczególnie zagrożonym gruźlicą, w których organizmach przebywają „uśpione” bakterie.

Można by też w witaminę D wzbogacać mleko czy soki, by zwiększyć w ogóle odporność. Wiadomo, że witamina D zmniejsza ryzyko raka piersi oraz cukrzycy i wzmacnia kości, jednak jej przedawkowanie może być niebezpieczne.

Zródło : PAP

Bunt jelit

maj 16, 2007

Bunt jelit

Dużo warzyw i owoców, ruchu i chwili odprężenia - tego twoje jelita potrzebują. Jeśli im to zapewnisz, pewnie przestaną ci dokuczać. Uniknięcie dolegliwości to nie jedyny powód, dla którego powinno się dbać o jelita.

Jeśli nic im nie dolega, utrzymuje się w nich prawidłowa flora bakteryjna, tzn. zasiedlone są przez bakterie probiotyczne, które spełniają ważne funkcje. Po pierwsze, chronią układ pokarmowy przed drobnoustrojami chorobotwórczymi. Po drugie, mają duże znaczenie dla odporności całego organizmu. Utrzymują system immunologiczny w pełnej gotowości do walki, a zatem dbają o zdrowie.

Dolegliwość ludzi wrażliwychNiekiedy dopada cię silny ból brzucha. Dokuczają biegunki lub zaparcia. Objawy te pojawiają się niejednokrotnie w najmniej odpowiednim momencie, np. przed ważnym spotkaniem, egzaminem. Boisz się, że coś poważnego ci dolega, tymczasem może to być zespół drażliwego jelita, czyli zaburzenia czynności jelit. Choroba ma zwykle podłoże nerwowe, dlatego dotyka najczęściej osoby wrażliwe, zestresowane. Jej objawy nasilają niektóre rodzaje potraw, a u kobiet także wahania hormonalne w ciągu cyklu miesięcznego.

Jak możesz zapobiegać? Poszukaj własnego sposobu rozładowania stresu. Psycholodzy radzą, żeby był w tzw. kontrze do codziennej pracy. Jeśli pracujesz fizycznie, być może najlepiej odpręży cię oglądanie filmu, ciepła kąpiel. Gdy siedzisz cały dzień za biurkiem, pomogą ci ćwiczenia fizyczne. Zwracaj większą uwagę na to, co jesz. Zwykle dolegliwości zwiększają się po daniach tłustych, słodkich, alkoholu, kawie. Obserwuj swój organizm. Pogorszenie samopoczucia mogą spowodować także inne produkty. Co przyniesie ulgę? Przede wszystkim leki rozkurczowe, takie jak No-spa, Galospa, które likwidują bolesne skurcze jelit. Pomocne są też środki likwidujące wzdęcia (np. Espumisan, Boldovera), ziołowe preparaty uspokajające.

Wielka rewolucja w brzuchuWydaje ci się, że coś w nim bulgocze, przelewa się i nęka cię biegunka. Czasami pojawia się także gorączka. Przyczyną może być stan zapalny błony śluzowej jelit związany z błędem dietetycznym, np. zjedzeniem zbyt tłustej lub pikantnej potrawy lub dość częstym latem zatruciem pokarmowym. Podczas wyjazdów do egzotycznych krajów zdarza się też tzw. biegunka podróżnych, spowodowana kontaktem z obcą florą bakteryjną. Biegunek nie należy lekceważyć, bo z ich powodu twojemu organizmowi zaczyna brakować wody i pożywienia. W jelicie cienkim odbywa się proces trawienia i wchłaniania składników odżywczych, w grubym zaś - wody i składników mineralnych. Jeśli wszystko, co zjesz i wypijesz, błyskawicznie przelatuje przez ciebie, słabniesz. Ponadto grozi ci odwodnienie, bo jelito grube w tym czasie nie zdąży wchłonąć wystarczająco dużo wody (dlatego w czasie biegunki trzeba dużo pić).

Jak zapobiegać?

Przede wszystkim unikaj barów, restauracji, które nie budzą zaufania. Przestrzegaj zasad higieny. Jeśli biegunką reagujesz na zmianę pożywienia, podczas urlopu profilaktycznie zażywaj Trilac. Preparat ten zawiera bakterie kwasu mlekowego, które przywracają prawidłową florę bakteryjną w jelitach. Co przyniesie ulgę? Popularny węgiel leczniczy i leki przeciw- biegunkowe, np. Imodium, Tanninum Albumina. Przez 2-3 dni stosuj lekkostrawną dietę. Jedz kleiki ryżowe, bułkę, pij dużo lekko osolonej lub osłodzonej wody.

Dlaczego trzeba jeść błonnik?

Zaparcia to z pozoru błaha dolegliwość, ale nie dla tych, którzy doświadczają ich na co dzień. Przyczyną najczęściej jest niewłaściwe odżywianie się, siedzący tryb życia (ruch poprawia perystaltykę jelit) i złe nawyki. Najgorszy to odkładanie na później wyjścia do toalety. Zdarza się jednak i genetyczna skłonność do zaparć.

Jak zapobiegać? Obstrukcji przeciwdziała jadanie produktów bogatych w błonnik. Jeśli jest ich zbyt mało w twojej diecie, możesz sięgnąć po preparaty, które go zawierają (np. Jeliton, Błonnik 90). Należy dużo pić, 2-3 litry napojów dziennie, żeby rozluźnić stolec. Znakomicie działają także jogurty i muesli z probiotycznymi bakteriami i dodatkiem owoców lub ziaren zbóż (np. Musli Activia z bakteriami ActiRegularis), które skracają czas przesuwania się pokarmu w jelitach. Pomocne są także ćwiczenia i uprawianie sportu. Pobudzają ruchy jelit.

Co przyniesie ulgę? Na pewno ziołowe, łagodnie działające środki przeczyszczające (np. Xenna, Regulax). Można ich używać tylko sporadycznie, bo uzależniają. Jelita przestaną w ogóle pracować i zaparcia się nasilą. Największe znaczenie w ich zwalczaniu ma zmiana diety i trybu życia.

Nowoczesne badaniaUSG jamy brzusznej. Wykrywa m.in. niedrożność, zrosty, skręt jelit, a także guzy. Cena około 100 zł. Kolonoskopia. Badanie endoskopowe całego jelita grubego. Przez odbyt wprowadza się giętki przewód (endoskop) z mikrokamerą, która przekazuje obraz wnętrza jelit. Przez przewód można wprowadzić narzędzia służące do pobrania wycinka lub wykonania zabiegu. Badanie wykrywa np. stany przedrakowe, nowotwory jelita grubego, uchyłki, owrzodzenia, polipy. Cena około 290 zł.

Endoskopia kapsułkowa. Badanie umożliwiające oglądanie śluzówki jelita cienkiego na całej jego długości. Jest mało uciążliwe. Łyka się małą kapsułkę z mikrokamerą, która przechodząc przez jelito, fotografuje jego wnętrze. Dane przekazuje do urządzenia, które pacjent nosi przy sobie przez cały czas badania (ok. 8 godzin). Wskazaniem do niego są m.in. anemia z niewyjaśnionych przyczyn, polipy, uszkodzenia błony śluzowej. Endoskopia kapsułkowa znalazła zastosowanie również w badaniu przełyku i jelita grubego. Można ją przeprowadzić w Warszawie (Centralny Szpital Kliniczny MSWiA, ul. Wołoska 137, Wojskowy Instytut Medyczny, ul. Szaserów 128), we Wrocławiu (EMC Instytut Medyczny SA, ul. Pilczycka 144/148), Gdańsku (Klinika Gastroenterologii i Hepatologii CMKP, ul. Roentgena 5), Tychach (H-T Centrum Medyczne, ul. Paprocańska 137d), Bytomiu (Szpital Specjalistyczny nr 2, ul. Ste-fana Batorego 15), Łodzi (Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1, ul. Kopcińskiego 1). Cena około 3000 zł. Zdaniem specjalisty lek. med. EDWARD PRZYBOROWSKI, specjalista medycyny rodzinnej przychodnia EDMED Nie zawsze błahe objawy. W żadnym wypadku nie powinno się bagatelizować utrzymujących się biegunek, zaparć, bólów brzucha. To prawda, że często związane są one z banalnymi przypadłościami (np. zaparciami nawykowymi), ale mogą też świadczyć o poważniejszych schorzeniach. Dlatego też potrzebna jest szybka i pełna diagnostyka w celu ustalenia przyczyny dolegliwości. A mogą być one różne, od chorób pasożytniczych począwszy, również tropikalnych (coraz częściej wyjeżdżamy do egzotycznych krajów), poprzez stany zapalne, np. trzustki, wątroby, aż po zmiany nowotworowe.

Jolanta Dyjecińska
Źródło: Naj nr 20/2007

Brokuły zapiekane z sosem serowym

Składniki:

1 duża brokuła
sól , cukier , łyżka margaryny , filiżanka utartego sera

sos :

łyżka margaryny
łyżka mąki
filiżanka utartego sera
pół szklanki śmietany
łyżka bułki tartej do posypania dania
łyżka bułki tartej do posypania naczynia
łyżka utartych wiórków zmrożonego masła
tłuszcz do wysmarowania formy

Sposób przygotowania :

Wymoczony w wodzie z solą brokuł podziel na niewielkie części .
Przełóż do naczynia z wrzącą wodą z dodatkiem soli , cukru i margaryny.
Gotuj na średnim ogniu przez ok 8 minut. Brokuły nie powinny się rozgotować.

Przygotuj sos :

Na roztopinej margarynie zasmaż mąke , gdy straci smak surowizny ,
rozprowadż zasmażkę szklana wywaru z brokułów , zagotuj , dodaj śmietanę ,
ser , przyprawy.

W wysmarowanym tłuszczem naczyniu rozłóż dokładnie odsączone porcje brokułów , zalej sosem , posyp serem , tartą bułką , wiórkami masła .
Wstaw do piekarnika nagrzanego do temperatury 200 stopni na 15 minut.

Smacznego :)

Wołowina niebezpieczna w ciąży

Thomas H. Maugh II

Jak donoszą naukowcy, synowie Amerykanek, które w ciąży jadły duże ilości wołowiny, mają o 25 procent mniej plemników i są narażeni na trzykrotnie wyższe ryzyko problemów z płodnością.

Przyczyną problemu mogą być anaboliczne steroidy używane w Stanach Zjednoczonych do karmienia bydła, donosi dr Shanna H. Swan z Centrum Medycznego Uniwersytetu w Rochester w swoim raporcie, opublikowanym w piśmie ”Human Reproduction”. Dodaje, że winne mogą być także pestycydy i inne zanieczyszczenia środowiska.

Jeśli niedobór plemników faktycznie zależy od hormonów zawartych w wołowinie, odkrycie Swan może okazać się ”jedynie wierzchołkiem góry lodowej” - napisał biolog Frederick vom Saal z Uniwersytetu Missouri w artykule redakcyjnym, towarzyszącym publikacji wyników.

U córek kobiet jedzących w ciąży wołowinę te same hormony mogą wpływać na występowanie zespołu policystycznych jajników, wiek  pokwitania i szybkość dojrzewania - wskazuje vom Saal.

- To mały, lecz istotny efekt - wyjaśnia dr Ted Schettler, specjalista zdrowia środowiskowego z Institute for Global Communications w San Francisco. - Nic w tym dziwnego. Im dokładniej przyglądamy się czynnikom dietetycznym, tym więcej wyciągamy interesujących wniosków o tym, jak dieta w trakcie ciąży wpływa na aspekty zdrowotne.

W hodowli bydła w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie stosuje się sześć hormonów stymulujących wzrost. Są to steroidy zarówno naturalne (estradiol, testosteron i progesteron), jak i syntetyczne (zeranol, octan  trenbolonu oraz octan melengestrolu). Nie wszystkie z tych hormonów są metabolizowane w rzeźni.

Dietylostilbestrol (DES) był używany w Stanach Zjednoczonych w latach 1954-1979. Został wycofany po tym, jak badania wykazały, że fretki karmione odpadami kurczaków zawierających DES stawały się bezpłodne.

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków ustanowiła limity dopuszczalnej zawartości hormonów w wołowinie. Według vom Saala, jeśli potwierdzą się doniesienia Swan, wartości te mogą wymagać powtórnej analizy.

W Europie używanie hormonów do produkcji wołowiny zostało zakazane w 1988 i od tego czasu trwa dyskusja między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, dotycząca europejskich starań o zakaz importu zawierającej hormony wołowiny z Ameryki.

Doświadczenia na gryzoniach wykazały, że nawet najmniejsza dawka estrogenów, która dostanie się do macicy z pożywienia, może wpłynąć na liczbę plemników u męskiego potomstwa, jednak nikt dotąd nie próbował przeprowadzić takich badań u ludzi.

Swan i jej współpracownicy przebadali 387 partnerów ciężarnych kobiet w pięciu miastach w Stanach Zjednoczonych. Każdy z mężczyzn oddał próbkę swojej spermy, a ich matki wypełniły kwestionariusz dotyczący ich nawyków żywieniowych w ciąży.

Swan przyznaje, że kobiety mogły mieć problemy z przypomnieniem sobie diety sprzed 20 lat, ale okres ciąży jest wyjątkowy. - Kiedy jesteś w ciąży, bardzo zwracasz uwagę na to, co jesz - wyjaśnia Swan.

Matki były pytane, jak często jadły wołowinę i inne mięsa. Średnio spożywały wołowinę 4,5 razu w tygodniu, inne mięsa rzadziej.

Naukowcy odkryli, że im więcej wołowiny jadła kobieta w ciąży, tym mniejsza była ilość plemników w spermie jej syna. W przypadku potomków matek, które jadły wołowinę siedem razy w tygodniu i więcej, średnia liczba plemników była o 24,3 procenta niższa od wartości prawidłowych. I mimo tego, że mężczyznom tym udało się szczęśliwie zapłodnić swoje partnerki, wcześniej około trzykrotnie częściej konsultowali się z lekarzem zajmującym się leczeniem bezpłodności.

Naukowcy nie stwierdzili natomiast, żeby na płodność potomstwa wpływało palenie matki, jej zatrudnienie poza domem czy ilość dzieci przez nią posiadanych. Nie zebrano też wystarczającej ilości danych na temat podobnych skutków spożywania innych rodzajów mięs.

Wyniki badań można odnieść jedynie do kobiet żyjących w Ameryce Północnej – wyjaśnia Swan, – ponieważ na całym świecie sposoby hodowli bydła znacznie się różnią.

Swan podkreśla konieczność potwierdzenia wyników swoich badań i dodaje, że jest jeszcze za wcześnie, by zalecać kobietom w ciąży unikanie wołowiny. Jeśli jednak przyszła matka chce zachować ostrożność, może jeść wołowinę z hodowli ekologicznych albo zastąpić ją innymi wysokobiałkowymi produktami.

Źródło: Los Angeles Times , Onet.pl