autorem artykułu jest Paweł Sygnowski

Każdy z nas chce cieszyć się sprawnym umysłem i to przez jak najdłuższy okres czasu. Boimy się demencji starczej, spowolnienia pracy naszego mózgu, choroby Alzheimera itp. itd.

Powszechnie wiadomo, że istnieje wiele czynników, które zwiększają prawdopodobieństwo obniżenia naszej sprawności umysłowej. Z łatwością samodzielnie wymienisz takie czynniki, jak np. stres, alkohol, narkotyki, itp.

Z drugiej strony powszechnie także wiadomo o czynnikach, które gwarantują długie utrzymanie sprawności umysłowej. Wiadomo, że istotne jest tutaj zmuszanie naszego mózgu do ciągłej pracy, czyli nieustanne uczenie się nowych rzeczy oraz pogłębianie znajomości tego, co już wiemy. Nad tą kwestią nie ma co się zbytnio rozwodzić.

Jednakże jest także jeszcze jeden czynnik, który zwykle pomijamy. Chodzi oto czym karmimy nasz mózg, w dosłownym sensie. Każdy człowiek musi jeść. Żywność, którą spożywamy zawiera wiele różnych składników chemicznych, które pośrednio lub bezpośrednio oddziaływają na nasz mózg. Te oddziaływanie może być bardzo pozytywne, obojętne, lub skrajnie negatywne.

Co należy wiedzieć o prawidłowym odżywaniu naszego mózgu? Krótko mówiąc: bardzo dużo, ale żeby całą rzecz sprowadzić do rozsądnych rozmiarów, najważniejsze jest, aby wiedzieć, że:

- w większości przypadków obniżona sprawność umysłowa związana jest z niskim poziomem acetylocholiny w organizmie. Jest ona głównym łącznikiem między mózgiem, a poszczególnymi nerwami (tzw. neuroprzekaźnik).

- związek chemiczny zwany choliną jest wyjściowym produktem do tworzenia acetylocholiny.

- z kolei witamina B5 bierze udział w przetwarzaniu choliny na acetylocholinę.

- ponadto, witamina B1 oraz B6 jest bardzo ważna dla naszej pamięci i zdolności koncentrowania się. Witamina B3 ułatwia dopływ tlenu do komórek mózgu, co umożliwia im normalne funkcjonowanie.

- do sprawnego funkcjonowania naszej pamięci potrzebujemy także witaminy B6, B12 i kwasu foliowego.

Aby zapewnić sobie odpowiedni poziom powyższych składników (odpowiedni poziom, to rzecz względna i dla każdego ten poziom może być nieco inny, aby go ustalić należy przeprowadzić odpowiednie badania na nasze zapotrzebowanie na określone związki chemiczne) należy jeść następujące produkty:

- Cholina – jaja, wątroba, soja, kapusta, kalafior.

- Witamina B5 – mięso, soja, orzechy, fasola, groch, jaja, wątroba, pełnoziarniste produkty zbożowe.

- Witamina B1 – ryby i owoce morza, wieprzowina.

- Witamina B6 – ryby, czerwone mięso, drób, pełnoziarniste produkty zbożowe, soja.

- Witamina B3 – ryby i owoce morza, drób, orzechy, ziemniaki.

- Witamina B12 – produkty zwierzęce.

- Kwas foliowy – ciemnozielone warzywa liściaste i podroby.

Jeśli Twoja dieta nie zawiera powyższych składników, to lepiej ją czym prędzej zmień. Jeśli zawiera, a Twoja pamięć nie jest zbytnio dobra, to znak, że najprawdopodobniej masz tych składników zbyt mało w swojej diecie, albo Twoja pamięć jest słabo wytrenowana i dlatego ciężko przychodzi mi nauczyć się czegoś nowego.

Źródło: Hooper A., Perring M., Bądź zdrów, czuj się wspaniale. Twój Styl, Warszawa 2005.


Jak naprawdę można łatwo nauczyć się angielskiego?

Nauka nie będzie sprawiać Ci problemów


Paweł Sygnowski - autor profesjonalnych rozwiązań edukacyjnych
Praktycznie wszystko o właściwym użytkowaniu Twojego mózgu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Tak często nazywa się mononukleozę - chorobę podobną do przeziębienia, którą można się zarazić właśnie podczas całowania.

Mononukleozę wywołuje wirus Epsteina-Barra (w skrócie: EBV). Jest tak powszechny, że większość czterdziestolatków miała już z nim kontakt. Chorują jednak głównie dzieci i młodzi ludzie poniżej 25. roku życia. Do zarażenia dochodzi poprzez kontakt ze śliną chorego. Wystarczy zatem jeden całus, żeby po 30-50 dniach pojawiły się objawy mononukleozy.

To nie przeziębienie

Wirus atakuje błony śuzowe gardła, nosa, ucha (także limfocyty B), dlatego objawy przypominają przeziębienie. W łagodnej postaci choroby ograniczają się do uczucia rozbicia, bólu głowy, gardła, kataru, braku apetytu. Ale u części osób pojawia się też gorączka 38-39C, powiększenie węzłów chłonnych (zwłaszcza na szyi i pod żuchwą), ropny nalot na migdałkach, powiększenie wątroby i śledziony. Możliwy jest jednak i inny scenariusz. Jeśli układ immmunologiczny działa bez zarzutu, objawy choroby mogą w ogóle nie wystąpić lub pozostać niezauważone.

Testy szkiełkowe

Przy mononukleozie łatwo postawić mylną diagnozę, bo objawy są podobne do grypy albo anginy. Istnieje jednak sposób, który pozwala na dokładną diagnozę - to testy szkiełkowe polegające na zmieszaniu krwi z odczynnikiem. Powinno się je wykonać, gdy wysoka gorączka trwa dłużej niż tydzień, a węzły chłonne, śledziona i wątroba są powiększone.

Wylecz chorobę

Medycyna nie zna leku na wirusa EBV. Potrafi tylko łagodzić objawy mononukleozy - zmniejszyć gorączkę i ból głowy środkami z paracetamolem czy ibuprofenem czy złagodzić ból gardła przeciwzapalnymi i przeciwbólowymi tabletkami do ssania. Na szczęście twój organizm umie radzić sobie z zarazkiem, chociaż warto mu w tym pomóc.

  • Połóż się do łóżka Nie opuszczaj go, dopóki nie minie gorączka i inne dolegliwości.
  • Przestrzegaj lekkostrawnej diety Nie powinnaś obciążać podrażnionej przez wirusa wątroby smażonymi i tłustymi potrawami.
  • Dużo pij Nie dopuścisz w ten sposób do odwodnienia organizmu, o które łatwo podczas gorączki.
  • Po chorobie prowadź oszczędzający tryb życia Mononukleoza bardzo wyczerpuje organizm, dlatego choćby przez kilka tygodni po ustąpieniu jej objawów dbaj bardzo o siebie. Dobrze się wysypiaj, nie pracuj dłużej niż przez 8 godzin dziennie. Unikaj ciężkiej pracy fizycznej i uprawiania sportu. Po przechorowaniu mononukleozy nabywasz na całe życie odporność na tę chorobę, ale jej wirus pozostaje z tobą już na zawsze.

Inne skutki namiętnych całusów

  • Opryszczka - już po kilku dniach od pocałunku mogą pojawić się swędzenie i pieczenie ust. Przyczyną choroby jest zarażenie wirusem Herpes simplex (HSV-1). Nie ma przeciwko niemu szczepionki.
  • Zakażenie menigokokami - bakterie wywołują niebezpieczne choroby, np. zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i sepsę. Początkowo obajwy przypominają grypę. Przeciw zakażeniu jest szczepionka.
  • Przeziębienie - wirusy wywołujące przeziębienie przenoszą się nie tylko przez kaszel, kichanie, ale i przez ślinę.
  • Reakcja uczuleniowa - zwykle jest spowodowana alergią na to, co przed chwilą partner zjadł - np. orzeszki arachidowe, których drobinki mogły pozostać w ustach.

Autor : Jolanta Dyjecińska
Źródło: Naj nr 17-18/2008

Zdrowie w Twoich rękach…

autorem artykułu jest Agata Malwina Gartner

Zaburzenie wytrysku tego typu może pojawić się pierwotnie – czyli może mieć miejsce już od momentu inicjacji seksualnej (rozpoczęcia przez Ciebie życia seksualnego) ale może zostać nabyty wtórnie, np. wskutek zachowań masturbacyjnych … wiadomo przecież, onanizując się dążysz do najszybszego rozładowania napięcia i w ten sposób wytwarzasz u siebie fizjologiczny mechanizm wytrysku. Teraz pomimo tego, że chciałbyś aby było inaczej – nie jesteś w stanie nad tym zapanować – bo Twój organizm zapamiętał właśnie ten wzorzec i robi to czego go nauczyłeś. Taki negatywny trening. Wszystko zatem leży w Twojej psychice … i musisz wiedzieć, że podłoże psychogenne tego problemu, ma 90% tych, którzy mają z tym problem a wiec w 9 na 10 panów.

Przedwczesny wytrysk jeśli jest skutkiem długotrwałej abstynencji seksualnej, lub też bardzo dużego napięcia seksualnego … nie jest problemem, bo jest to zupełnie normalne pod względem fizjologicznym. Problem może również pojawić się po okresie udanego współżycia seksualnego. Występować może czasem incydentalnie – kiedy to przeważa udane współżycie seksualne; może też być wywołane konkretną sytuacją (sytuacyjne). Jeśli pojawia się we wszystkich kontaktach seksualnych określane jest jako zaburzenie uogólnione.

Pewnie interesuje Cię jak rozpoznać je u siebie? To czy występuje on u Ciebie wskazują następujące sytuacje:

- Wytrysk pojawia się wbrew woli mężczyzny, wcześniej niż tego pragniesz.
- Nie jesteś w stanie kontrolować odruchu wytrysku.
- Wytrysk pojawia się przed stosunkiem.
- Wytrysk pojawia się w trakcie wprowadzania członka do pochwy.
- Wytrysk pojawia się po krótkim czasie trwania stosunku (najczęściej już po kilku, kilkunastu ruchach frykcyjnych).

W zależności od fazy kontaktu seksualnego w którym nastąpił niepożądany wytrysk można również wyróżnić :

- Wytrysk zbyt przedwczesny (jeszcze przed grą miłosną)
- Wytrysk przedwczesny (na początku gry miłosnej, przed stosunkiem)
- Wytrysk zbyt wczesny (w momencie immisji członka do pochwy, po kilku, kilkunastu ruchach)

Jeśli kłopot u Ciebie występuje tylko czasem (incydentalnie) np. w przypadku podjęcia współżycia z nową partnerką… nie ma powodów do zmartwień. Przemijającą przyczyną przedwczesnej ejakulacji (wytrysku) mogą być bowiem zbyt rzadkie kontakty seksualne lub zaburzenia w czasie kontaktu po dłuższej przerwie w życiu seksualnym.
Przemijającą oznacza, że po ustabilizowaniu się życia intymnego problem samoistnie zniknie. Nie sugeruj się również przedwczesnym wytryskiem w sytuacji braku intymnych warunków do współżycia seksualnego.

Wytrysk przedwczesny ma miejsce wtedy, gdy uniemożliwia osiągnięcie satysfakcji przed obojga partnerów… Pamiętaj jednak, że możesz rozpoznawać u siebie błędnie wytrysk przedwczesny, kiedy Twoje partnerka nie jest zdolna do osiągania orgazmu w czasie stosunku płciowego tzw. orgazmu pochwowego, możliwe bowiem, że jest ona zupełnie niezdolna do takiego przeżywania rozkoszy. Warto także wiedzieć, że mogą się również zdarzać sytuacje, w których u kobiety występuje nadmiernie wydłużona reaktywność seksualna oznaczająca bardzo długi okres niezbędny do osiągnięcia orgazmu.

I jakbyś się nie starał – w tych przypadkach – wytrysk będziesz miał za wcześnie.

pobierz fragment eBooka: Już nie będę taki szybki


Agata Malwina Gartner

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Ocet jabłkowy przynosi ulgę niemal we wszystkich schorzeniach, oto sposoby na niektóre z nich:

Angina

Łyżkę stołowa octu jabłkowego zmieszaj ze szklanką ciepłej wody . Takim roztworem płucz gardło trzy lub cztery razy dziennie..

Kaszel

Łyżkę octu jabłkowego zmieszaj z łyżką soku z cytryny. Dodaj łyżkę miodu i łyżeczkę od herbaty płynnej gliceryny. Wymieszaj. Pij po łyżeczce co dwie godziny..

Bezsenność

Łyżkę octu jabłkowego zmieszaj z łyżka miodu. Dodaj szklankę ciepłej, przegotowanej wody . Pij tuz przed snem…

Wysokie ciśnienie

Łyżkę stołową octu jabłkowego pij trzy razy dziennie. Można rozcieńczyć go wodą. Kurację można stosować latami…

Oparzenia

Gazę nasącz w occie jabłkowym i przyłóż do oparzonego miejsca. Ocet złagodzi także nadmierną opaleniznę słoneczną..

Żylaki i napięte żyły podudzi

Smaruj octem jabłkowym. Można tez przyłożyć kompresy z octu. Kuracja powinna trwać miesiąc. Równocześnie można pić trzy łyżki stołowe octu dziennie..

Obrzęki stóp i kostek

Szklankę octu jabłkowego wlej do miski z wodą i zanurz stopy do wysokości kostek. Mocz przez kilka minut . Zabieg powtarzaj kilka dni..

Wypryski na twarzy

Przemywaj octem pryszcze na twarzy nawet dwa-trzy razy dziennie. Po kilku dniach powinna być zauważalna poprawa…

Zdrowie w Twoich rękach…


Jako inteligentna osoba, pewnie zgodzisz się ze stwierdzeniem, że nawet jedna właściwa myśl, do której dotrzesz we właściwym czasie, może spowodować przełom w Twoim myśleniu i rozwiązać jakiś ważny dla Ciebie problem. Wiadomo, że możesz tej myśli szukać w książkach. Możesz w internecie. Wymaga to jednak dużej ilości czasu i daje małe szanse, że natkniesz się na rozwiązanie, którego faktycznie szukasz.

O ileż lepiej będzie, gdy ktoś, kto jest doświadczonym psychologiem, zapozna się z Twoim problemem i podpowie Ci rozwiązanie, doradzając jednoczenie, jak je najlepiej wcielić w życie? Powiesz “ale ja się wstydzę iść do psychologa!” - masz prawo tak reagować. Całe szczęcie, nie musisz już nigdzie IŚĆ, aby uzyskać fachową poradę na temat Twojego problemu.

Zgodzisz się ze mną, że idealna porada psychologiczna powinna być dostępna jak najbardziej anonimowo, szybko, za rozsądną cenę i powinna NAPRAWDĘ CI POMÓC, prawda? Dlatego właśnie robimy to przez internet.

Możesz dalej szukać rozwiązania swoich problemów pytając znajomych, którzy mają te same problemy, co Ty…

Możesz wertować fora dyskusyjne z nadzieją, że to, co kto tam napisał jest prawdziwe i zadziała w Twoim przypadku…

Możesz próbować różnych metod, ale jeśli szukasz czegoś, co naprawdę Ci pomoże - skorzystaj z Psycholog online Ta strona jest właśnie po to, by skutecznie pomóc Ci rozwiązać Twoje problemy. Anonimowo. Za rozsądną cenę. W psychoradzie masz pewność, że porada jest maksymalnie dostosowana do TWOJEJ sytuacji - to właśnie między innymi dzięki temu będzie ona tak zadziwiająco skuteczna.

Skoro dalej czytasz, to pewnie zastanawiasz się nad tym, jaki problem, z którym się zmagasz przestanie być problemem, dzięki decyzji, którą za chwilę podejmiesz. Nawet jeśli nie wiesz jeszcze dokładnie, jak go opiszesz - zacznij pisać. W trakcie pisania Twoja podświadomość podpowie Ci właściwe sformułowanie problemu.

Zatem już teraz zapraszam Cię do wypełnienia bezpłatnej ankiety, którą znajdziesz na stronie Psycholog online Może jeszcze nie w pełni zdajesz sobie sprawę, jak bardzo pomoże Ci porada specjalisty – najwyższy czas się o tym przekonać.

Jeśli nurtują Cię jakieś problemy, już teraz wejdź na stronę Psycholog online bezpłatnej, niezobowiązującej Cię do niczego ankiety. Ma ona na celu określić Twój podstawowy profil psychologiczny. Tam zostaniesz poproszony o wypełnienie

Każdy kto wypełni ankietę otrzyma poza jej wynikami dodatkowo GRATIS e-booka psychoradę “52 skuteczne psychorady. Odkryj sprawdzone sposoby na ulepszenie swojego życia”.

Jeśli uznasz, że jednak chcesz skorzystać z płatnej porady, pisząc już na konkretny temat – również możesz to uczynić. Psycholodzy odpowiadają na zapytania w ciągu 24 godzin od otrzymania wpłaty. Za indywidualną poradę zapłacisz 35 zł, a za pakiet 3 porad 60 zł.

Możesz również zapisać się na Internetowy Program Zmiany Osobistej – sprawdź jak atrakcyjny program czeka na tych, którzy są odważni! )

Spróbuj! Pomóż sobie lub swoim przyjaciołom, przekazując im adres Psycholog online!


Objawami anemii (niedokrwistość) są :

zbyt niski poziom hemoglobiny
zbyt mała ilość czerwonych krwinek

Anemia najczęściej spowodowana jest niedoborem żelaza w organizmie na wskutek zbyt małej ilości żelaza w diecie człowieka, nieodpowiednim jego wchłanianiem lub utrata wskutek np krwawienia..

Żelazo, które zawierają rośliny wchłania się dużo gorzej niż te z ryb czy mięsa.

Dlatego jeżeli chcesz zaopatrzyć organizm w żelazo Twoja dieta powinna zawierać chude mięso, wątrobę, chude gatunki wędlin. Jeżeli dbasz o linię, a jak wiadomo mięso zawiera duże ilości tłuszczu , ogranicz jego dodawanie do potraw i zrezygnuj ze smażenia czy duszenia poprzedzonego obsmażaniem..

Do każdego posiłku dodawaj duże ilości surowych warzyw i owoców o dużej zawartości witaminy C., ponieważ zwiększa ona wchłanianie żelaza. Bogatym źródłem witaminy C są :

papryka czerwona
pomidory
natka pietruszki
brokuły
czarne porzeczki
cytrusy, aronia
sok pomarańczowy, grejpfrutowy i z czarnej porzeczki

Ogranicz picie kawy i herbaty. Zawierają taniny, które hamują wchłanianie żelaza z przewodu pokarmowego… Działanie tanin możesz osłabić pijąc kawę czy herbatę z mlekiem lub między posiłkami..

Przed egzaminem godziny spędzasz w toalecie. Gdy zmieniasz pracę, dokucza ci ból głowy nie do opisania. W trudnych sytuacjach się jąkasz. Przed ślubem mówisz, że nie wytrzymasz i za chwilę zemdlejesz. Czy są to normalne reakcje organizmu, czy może już nerwica?

Każdy w sytuacjach stresowych odczuwa lęk, napięcie, podniecenie, a tym emocjom często towarzyszą przypadłości fizyczne: bóle głowy, drżenie rąk, skurcze mięśni, biegunka. Dolegliwości te nie są związane z żadną chorobą. Są zupełnie normalne i pojawiają się zwłaszcza w przełomowych dla nas okresach czy sytuacjach życiowych. Niestety, blisko 30 proc. z nas miewa takie objawy bardzo często i niemal bez powodu. To osoby cierpiące na nerwicę - chorobę emocji.

Konfliktowe tło

Nie wystarczy powiedzieć osobie dotkniętej nerwicą: “weź się w garść”, “nie roztkliwiaj się nad sobą”. Jej reakcje nie do końca są od niej zależne. Wszystko tkwi gdzieś głęboko w jej psychice. Nerwica nie jest bowiem w jakikolwiek sposób uwarunkowana zmianami np. w mózgu czy układzie nerwowym. Wynika - jak mówią psychiatrzy - z nieuświadomionego konfliktu psychicznego, nad którym nie panujemy. Na przykład: jestem ze swoim partnerem ze względu na dzieci czy warunki ekonomiczne, ale jednocześnie chcę stworzyć sobie inny, lepszy związek niż ten, w którym żyję. Albo: chcę się wyprowadzić z domu rodzinnego, ale wtedy wszystko spadnie na moją głowę i trzeba będzie dorosnąć. Takie “konfliktowe” sytuacje u niektórych osób prowadzą do nerwicy.

Klub przemakalnych

Specjaliści, którzy zajmują się leczeniem nerwic, są zdania, że zapadają na nie najczęściej osoby nadwrażliwe, nieodporne na trudności życiowe, których doświadczenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania zamiast zahartować, nie przygotowały do radzenia sobie z sytuacjami stresowymi. Na przykład dziewczyna panicznie bała się lekcji fizyki. Nie mogła usiedzieć w ławce, bo ze strachu dostawała silnego skurczu żołądka i musiała biegać do toalety. Jakoś przetrwała szkołę, ale po latach w identyczny sposób zaczęła reagować na napięcie towarzyszące np. zmianie pracy, miejsca zamieszkania. Jej wczesne przykre doświadczenie zaowocowało reakcjami nerwicowymi w dorosłym życiu.

Niekiedy też sami rodzice wpychają swoje dzieci do klubu osób nadwrażliwych, “przemakalnych”, stawiając im wygórowane wymagania, którym młodzi ludzie nie potrafią sprostać. Gdy kiedyś ktoś (np. dyrektor w pracy) postawi przed nimi zbyt trudne zadanie, też może to wyzwolić reakcje nerwicowe. Czy wyzwoli, to sprawa indywidualna.

Nie tylko mózg

W trudnych sytuacjach życiowych u osób z nerwicą najpierw pojawiają się lęk i napięcie. To reakcja centralnego układu nerwowego. Ale ponieważ układ ten steruje całym organizmem, swoje pobudzenie wywołane lękiem przekazuje innym narządom. Zwykle tym, które w jakiś sposób są u nas słabsze. Może to być serce, głowa, brzuch itd. A wtedy pojawiają się przykre objawy, np. kołatanie serca, ból głowy, ból brzucha z towarzyszącą mu biegunką, parcie na pęcherz moczowy, zaburzenia łaknienia, zaburzenia seksualne, bóle mięśni, drżenie ciała, jąkanie się, nadmierne pocenie się, pieczenie skóry, kłopoty z koncentracją, bezsenność. W trudnych sytuacjach życiowych zdarzają się także “ucieczki w chorobę” (hipochondria) albo występują fobie (unika się sytuacji, w których występuje lęk) lub pojawiają się zaburzenia nastroju (depresje nerwicowe) i przekonanie, że nie ma ludzi bardziej nieszczęśliwych niż my.

Objawy nerwicy są różnorodne, bo dotyczą różnych narządów. Kiedy jednak narządy te gruntownie przebadamy, okazuje się, że anatomicznie funkcjonują bez zarzutu, nie są w jakikolwiek sposób uszkodzone. Nie jest też jasne, dlaczego u jednej osoby pojawiają się takie zaburzenia, a u drugiej - inne.

Bez lekarza ani rusz

Jeśli podejrzewamy u siebie nerwicę, powinniśmy zgłosić się do lekarza. Po pierwsze dlatego, że jej objawy mogą przypominać objawy różnych innych chorób i niekiedy trzeba wykonać specjalistyczne badania, żeby owe choroby potwierdzić lub wykluczyć. A po drugie - w ciężkich przypadkach nerwicy może dojść do zupełnego wyczerpania emocjonalnego i fizycznego, prowadzącego w skrajnych przypadkach nawet do podejmowania prób samobójczych.

Lekarz (neurolog lub psychiatra), po zdiagnozowaniu u nas nerwicy, może zalecić przyjmowanie leków antydepresyjnych i przeciwlękowych, które zmniejszają uczucie zdenerwowania, lęku, niepokoju i związane z tym dolegliwości. Środki te nie mogą być jednak stosowane na stałe (sposób ich zażywania oraz czas terapii jest ustalany indywidualnie dla każdego pacjenta), a ponadto nie rozwiązują samego problemu. Trzeba również pamiętać, że leki uspokajające, szczególnie należące do grupy benzodiazepin - m.in. Relanium, Estazolam, Nitrazepam, Clonazepam - dość szybko silnie uzależniają.

By pomóc pacjentowi zrozumieć chorobę, ocenić lęk i nauczyć go, jak radzić sobie z napięciem emocjonalnym, niezbędna jest psychoterapia. Polega ona na cyklicznych, najczęściej prowadzonych w formie rozmowy, spotkaniach z psychoterapeutą. Mogą to być spotkania indywidualne (pacjent i terapeuta) lub grupowe (kilku pacjentów i terapeuta). Rodzaj terapii dobierany jest zawsze indywidualnie. W przypadku nerwicy psychoterapia jest, niestety, długotrwała, jednak daje najlepsze efekty.

Co jeszcze może pomóc?

W leczeniu zaburzeń nerwicowych pomocne są wszelkie techniki relaksacyjne, które pomagają się odprężyć i zniwelować napięcie. Może to być m.in.:

- masaż relaksacyjny pozwala rozluźnić napięte mięśnie, dzięki czemu słabnie napięcie mięśni szyi oraz karku i ustępuje ból. To również poprawia samopoczucie.

- muzykoterapia specjalnie dobrane utwory słuchane w przyjaznym otoczeniu (dom, ciepło, cisza, spokój) poprawiają nastrój osoby cierpiącej na zaburzenia lękowe.

- trening autogenny polega na wprowadzeniu się w stan odprężenia za pomocą autosugestii. Pacjent uczy się odpowiednio rozluźniać mięśnie, uspokaja się, wycisza, czuje przyjemne ciepło rozchodzące się po organizmie. Serce bije miarowo, a oddech się wyrównuje. Najpierw trening prowadzony jest przez terapeutę, a po opanowaniu techniki relaksacyjnej pacjent może ją sam stosować.

Autor : Beata Prasałek. Konsultacja: dr Stanisław Kuligowski, psychiatra
Źródło: Poradnik Domowy

Porady psychologiczne przez internet

Psycholog online


O pozytywnych skutkach porad psychologicznych online

Procesy cywilizacyjne, tak dynamicznie odmieniające osobiste, zawodowe i społeczne życie człowieka, wywołują u niego zaburzenia i potrzeby bardzo odmienne od tych, z jakimi zgłaszał się do psychologa jeszcze dziesięć lat temu. Psychologowie kliniczni stoją przed wyzwaniem, polegającym na poznaniu oczekiwań, trudności i warunków funkcjonowania współczesnego pacjenta. W osiągnięciu tego celu pomocne mogą być narzędzia stworzone przez technologie informacyjną i komunikacyjną, których rola w naszym świecie nieustannie wzrasta.

Czy można udzielać skutecznej pomocy psychologicznej przez Internet?

Dzisiaj już nikogo nie dziwią porady zamieszczane w czasopismach, w radiu i telewizji czy udzielane przez telefon (np. popularny telefon zaufania). Sieć komputerowa umożliwia wykorzystanie jeszcze jednego kanału kontaktów z ludźmi mającymi problemy i poszukującymi pomocy.

W Polsce, co prawda, konsultacje psychologiczne czy zajęcia terapeutyczne w formie online są jeszcze mało popularne, ale na świecie rozwijają się bardzo dynamicznie. W 1997 r. powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Zdrowia Psychicznego w Sieci (ISMHO - The International Society for Mental Health Online). Skupia ono psychologów, psychiatrów i wszystkich zainteresowanych tematem pomocy psychologicznej przez Internet. Tego typu działania mieszczą się w podjętym na początku XX w. nurcie wykorzystania środków masowej komunikacji do różnego rodzaju pomocy psychologicznej czy medycznej.

Pierwsze próby wykorzystania sieci komputerowej do świadczenia usług psychologicznych miały miejsce w Stanach Zjednoczonych na początku lat 70 XX w. Na masową skalę rozwinęły się na świecie w latach 90. wraz z upowszechnieniem dostępu do Internetu.

Ludzie coraz częściej zwracają się po pomoc ze swoimi problemami za pomocą komputera. Pierwszy kontakt z psychologiem dla wielu osób jest łatwiejszy, gdy następuje przez Internet. Szczególnie dla osób odczuwających dyskomfort w bezpośredniej relacji terapeutycznej.

Przez Internet czasami może być łatwiej dotrzeć do źródła problemów poszczególnych osób, gdyż w sieci ludzie bardziej się otwierają i są skłonni do bardziej intymnych zwierzeń niż w gabinecie psychologicznym. Dzięki możliwości zachowania anonimowości ludzie są gotowi pokazać swoje prawdziwe oblicze, a dzięki temu łatwiej jest im pomóc.

Pomoc przez Internet jest alternatywnym do tradycyjnej psychoterapii procesem terapeutycznym. Jednak zwykle cel pomocy psychologicznej przez Internet jest inny niż w przypadku tradycyjnych form pomocy psychologicznej. Porady online mają przede wszystkim charakter konsultacji dotyczących sposobów radzenia sobie z problemami (np. stres, kryzys małżeński, kłopoty z podjęciem decyzji, problemy zawodowe itp.) oraz przypominają trening z zakresu asertywności i pozytywnego myślenia.

Osoba prowadząca pomoc przez Internet, jest kimś pomiędzy doradcą, asystentem, a terapeutą, zwykle udziela bardziej bezpośrednich porad niż tradycyjny psychoterapeuta. Jednym wystarczają wskazówki udzielone na odległość, innych udaje się namówić do wizyty w gabinecie psychologa, psychiatry czy neurologa.

Jakie są jeszcze inne zalety e-pomocy?

Internet zapewnia bezpieczeństwo kontaktu pomiędzy osobą piszącą, a osobą odpowiadającą. Nawiązanie kontaktu z psychologiem poprzez internet może się odbyć w dowolnym czasie i miejscu (np. w domu, pracy, u znajomych czy kawiarence internetowej).

Dzięki temu osoba zgłaszająca się po pomoc oszczędza swój czas, unika długiego oczekiwania na spotkanie ze specjalistą, zmniejsza odległości oraz znosi istniejące bariery komunikacyjne, a także to o czym już wspominałam - wstyd czy lęk przed bezpośrednią wizytą.

Ponadto, osoba poszukująca porady, może wybrać kontakt z dowolnym specjalistą w kraju, który świadczy tego rodzaju pomoc. Ma również możliwość wysłania wiadomości o tej samej treści do kilku różnych specjalistów.

Dzięki temu może porównać odpowiedzi, które otrzymuje i dokonać wyboru, komu chce zaufać w dalszej korespondencji, potwierdzić otrzymane informacje, bądź zobaczyć rozbieżności występujące pomiędzy poszczególnymi odpowiedziami.

Innym powodem jest swoboda i bezpieczeństwo wypowiedzi. List e-mailowy może przybrać postać długiego nawet kilku - czy kilkunastostronicowego opisu własnej sytuacji, bądź też krótkiego zapytania. Można na spokojnie przemyśleć co konkretnie chce się napisać, i wysłać e-mail w dowolnym momencie. Pisząc e-mail nadawca unika wyobrażonego, czy subiektywnego lęku przed ośmieszeniem, pomija trudności z wypowiedzeniem szczególnie nurtujących go kwestii osobistych czy konieczności przyznania się do własnej niemocy.

Anonimowość sprawia, że nadawca czuje się bezpieczny, ponieważ ma względną świadomość, że tak naprawdę nikt nie wie, kim jest. Może też zrezygnować z dalszej korespondencji bez podawania powodu. Osoba odpowiadająca na listy spełnia w nich często rolę powiernika, czy wirtualnego przyjaciela. Niejednokrotnie jest też jedynym wsparciem nadawcy. Dlatego kontakty on-line są bardzo osobiste.

I kolejna zaleta - co również bywa ważne – pomoc online jest tańsza od tradycyjnej w gabinecie psychologicznym.

Jeśli znasz kogoś, kogo nurtują problemy dotyczące kondycji w życiu osobistym lub zawodowym, zaproponuj mu zasięgnięcie fachowej porady psychologicznej przez internet. Na stronach naszego serwisu znajduje się bezpłatna, niezobowiązującą do niczego ankieta, która ma ona na celu określić podstawowy profil psychologiczny. Każda osoba, która wypełni ankietę otrzyma poza jej wynikami dodatkowo GRATIS e-booka psychoradę “52 skuteczne psychorady. Odkryj sprawdzone sposoby na ulepszenie swojego życia”.

Porady psychologiczne przez internet
Psycholog online

autorem artykułu jest Marcin Kijak

Pszczoły oprócz nektaru i spadzi, zbierają i znoszą do ula pyłek kwiatowy, czyli produkowane przez rośliny męskie komórki rozrodcze. Jest to wspaniały, wysokobiałkowy pokarm roślinny dzięki któremu możliwy jest rozwój rodziny pszczelej.

Pyłek zbierany jest przez pszczoły z roślin pyłkodajnych, w obrębie których wyróżniamy dwie grupy: wiatropylne i owadopylne. Pyłek roślin wiatropylnych jest drobny, suchy, bardzo sypki o gładkiej powierzchni i czasami posiada komory powietrzne – ułatwiające przenoszenie za pomocą wiatru. Pszczoły zbierają go w czasie bezwietrznej pogody z drzew takich jak leszczyna, brzoza, olcha, topola, osika czy jesion.

Pyłek roślin owadopylnych jest cięższy, a powierzchnię pokrywają różne wypustki oraz lepka otoczka balsamu, czasem kropelki tłuszczu. Ułatwia to przyczepianie się pyłku do ciała pszczoły i jego gromadzenie, dlatego jest on chętniej zbierany. Do roślin takich należą m.in..: podbiał, grusza, wierzba, śliwa, koniczyna czerwona, mniszek lekarski, chaber bławatek, gryka czy facelia.

Obrazek

Pszczoła, odwiedzając kwiaty, potrąca pylniki, które obsypują ją pyłkiem. Z powierzchni ciała zostaje on sczesany i przeniesiony do specjalnych koszyczków znajdujących się na odnóżach pszczoły. Pszczoła formując pyłek w koszyczkach, zwilża go wydzieliną gruczołów ślinowych i miesza z miodem lub nektarem. Powstały kulisty twór nazywany jest obnóżem. Po przyniesieniu do ula, obnóża są strącane do komórki plastra, a dalszą obróbką (produkcją pierzgi) zajmują się pszczoły ulowe.

Pyłek odznacza się niezwykłą wartością odżywczą, niespotykaną w innych produktach roślinnych. Zawiera on białka, cukry proste i złożone, tłuszcze, flawonoidy, karotenoidy, nukleoproteidy, witaminy i sole mineralne. To wszystko sprawia, że pyłek stanowi dla człowieka świetną odżywkę o pro-zdrowotnych właściwościach.

Obrazek

Zawartość białka wynosi średnio 23%, w tym ponad 10% to aminokwasy egzogenne.
Jednym z ważniejszych jest arginina. Zwiększa ona produkcję tlenku azotu, który obniża napięcie ścian naczyń działając rozkurczowo na tętnice wieńcowe (podobnie jak nitrogliceryna). Arginina zapobiega też zlepianiu się czerwonych ciałek krwi.

Cukry stanowią od 20 do 50% frakcji pyłku, z czego 15-17% stanowią wielocukry (skrobia i celuloza). Duży udział mają też cukry redukujące, zwłaszcza glukoza i fruktoza, których jest średnio 26%.

Tłuszcze zajmują od 1 do 20% składu, w tym tak ważne dla zdrowia kwasy NNKT, takie jak: linolowy, alfa-linolenowy, arachidowy; oraz fosfolipidy i fitosterole.

Kolejną cenną grupą związków są witaminy. Pyłek bogaty jest w beta-karoten (prowitamina A), którego jest 20 razy więcej niż w marchwi. Inne witaminy to A, D, E, K, B1, B2, B6, B12, PP, C, kwas pantotenowy, foliowy, biotyna, inozytol oraz kwercetyna – która jest przeciwutleniaczem obniżającym poziom cholesterolu w organizmie, działa przeciwmiażdżycowo.

Wśród związków mineralnych w pyłku jest około 40 biopierwiastków. Jednym z nich jest magnez, który działa przeciwmiażdżycowo i uodparniająco. W pyłku występuje też potas, fosfor, wapń, żelazo, kobalt, jod, mangan, krzem, siarka, cynk, miedź, sód oraz 24 pierwiastki śladowe.

Selen, mangan i cynk warunkują prawidłowe działanie układu odpornościowego. Żelazo, miedź, kobalt i mangan spełniają ważną rolę w zapobieganiu niedokrwistości, a cynk zapobiega chorobom włosów i reguluje czas działania insuliny.

W pyłku obecne są też fitosterole, kwasy organiczne oraz enzymy, a także olejki eteryczne, hormony i kwasy fenolowe.

Pyłek odznacza się właściwościami antybakteryjnymi, regenerującymi, detoksykującymi, odżywczymi i leczniczymi. Więcej informacji na temat wykorzystania pyłku w medycynie i profilaktyce znajdziesz tutaj: http://www.apiterapia.biz/pylek_choroby.html

Pierzga
Jest to pyłek kwiatowy w postaci obnóży złożony przez pszczołę zbieraczkę do komórki plastra i zmieszany przez pszczołę ulową z wydzieliną gruczołów ślinowych i miodem, a następnie ubity w celu zabezpieczenia go przed dostępem powietrza, zalany do pełna miodem i zasklepiony woskiem. W warunkach beztlenowych mieszanina pyłku, miodu i śliny pszczół ulega fermentacji mlekowej, dzięki której pierzga jest zakonserwowana i łatwo strawna.

Procesy zachodzące w pierzdze są podobne jak w kiszeniu kapusty czy ogórków. Podwyższona zawartość węglowodanów i kwasu mlekowego zapobiega rozwojowi pleśni i bakterii gnilnych. Dzięki temu produkt ten może być długo przechowywany w ulu jak i poza nim.

Pierzga zawiera około 12% mniej białka, tłuszczu o 66%, wzrasta natomiast ilość cukrów o 60% i innych składników o około 23%. W pierzdze występuje dużo kwasu mlekowego - 3,1%, oraz więcej jest witaminy K. Inna jest też zawartość jakościowo-ilościowa enzymów, ponieważ wzrasta ilość enzymów pochodzenia zwierzęcego, przekazanych przez pszczołę. W pierzdze jest znacznie większa ilość peptydów oraz wolnych aminokwasów i dlatego białko pierzgi jest bardziej aktywne biologicznie i znacznie łatwiej przyswajalne.

Pierzga jest wspaniałym pokarmem odżywczym, regulatorem działania organów ustroju, katalizatorem i stymulatorem dla gruczołów dokrewnych. Przyspiesza odbudowę wszystkich komórek organizmu. Zapobiega powstawaniu wielu schorzeń takich, które są wynikiem braku składników w pokarmach. Ponadto jest odtrutką na różne fermenty powstałe w organizmie, działa antybakteryjnie i niweluje skutki uboczne po kuracjach antybiotykowych.

Dokładniejsze informacje na temat pierzgi znajdziesz tutaj: http://www.apiterapia.biz/pierzga.html


http://www.apiterapia.biz

Forum na goldenline o pszczołach i apiterapii:
http://www.goldenline.pl/grupa/pszczoly
http://www.goldenline.pl/grupa/apiterapia

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Domowe sposoby na ból karku

kwiecień 29, 2008


Najczęstszym powodem bólu i sztywności karku są skurcze mięśni, uniemożliwia to stawom wykonanie normalnych ruchów. Dochodzi do tego np. gdy zbyt długo przebywamy w pozycji z pochylona głową lub gdy stale powtarzamy te same ruchy. przyczyna takich skurczów może też być długotrwały stres..Złagodzić bóle karku możesz prostymi domowymi sposobami, wykorzystując do tego naturalne składniki.

Jeżeli jednak ból utrzymuje sie przez długi czas, masz np : objawy światłowstrętu, masz gorączkę, zawroty głowy, to idź koniecznie do lekarza, bo mogą to być oznaki poważnej choroby..

Ciepłe kąpiele

Ciepła kąpiel z dodatkiem aromatycznych ziół oraz olejków, rozgrzeją i rozluźnia napięte mięśnie, zmniejszając przy tym ból. W trakcie kąpieli bądź cały czas pod wodą ..

Kąpiel z olejkami

Zmieszaj łyżkę miodu z 2 kroplami olejku imbirowego i 2 kroplami olejku jałowcowego oraz dodaj 6 kropel olejku z lawendy. Wlej mieszankę do wody z ciepła wodą. Zanurz się na ok 15 minut..

Kąpiel z arniką

4 łyżki suszonych kwiatów arniki zalej 2 szklankami wrzącej wody. Parz pod przykryciem 10 minut. Przecedź, wlej do wanny z ciepła woda. Kąpiel powinna trwać przez ok. 15 minut..

Masaż

Jeżeli będziesz regularnie masować kark, odpowiednio dobraną mieszanka olejków, pobudzisz krążenie krwi w mięśniach i je rozluźnisz. Pozbędziesz się w ten sposób dolegliwości..

Masaż przeciwbólowy

Zmieszaj ze sobą po 4 krople olejków z rozmarynu, bergemoty, kolendry i 3 krople olejku z eukaliptusa. dodaj 2 łyżki oleju ze słodkich migdałów. Rozetrzyj odrobinę mieszanki w dłoniach i masuj bolące mięśnie przez przynajmniej 5 minut..

Masaż rozluźniający

Łyżkę oleju ze słodkich migdałów wymieszaj z 3 kroplami olejku rumiankowego. Mieszankę rozgrzej w dłoniach i masuj nią kark około 10 minut..

Okłady rozgrzewające

Zioła, które maja działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne możesz wykorzystać do rozgrzewających okładów…

Okład z nasion kozieradki

Wsyp do garnuszka 10 łyżek nasion kozieradki. Zalej je ok 3/4 szklanki wody. Zagotuj i trzymaj na małym ogniu, aż powstanie gęsta papka..

Ciepłą masę rozsmaruj na gazie i połóż na karku. Przykryj grubym ręcznikiem. Trzymaj około 20 minut. Stosuj 4 razy dziennie…

Okład ziołowy

Napar

Po łyżce rozmarynu, tymianku oraz kwiatów arniki, zalej 4 szklankami wrzątku i parz pod przykryciem około 15 minut. Przecedź. Gdy napar przestygnie, zanurz w nim gazę. Odciśnij nadmiar płynu i przyłóż okład do karku. Trzymaj około 15 minut. Powtarzaj dwa razy dziennie…

Usuń bóle karku - umożliwiając mięśniom szyi rozluźnienie !

autorem artykułu jest Małgorzata Jakubczyk

Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii z Zabrza założona przez Prof. Zbigniewa Religę w ramach profilaktyki zdrowotnej w żywieniu, z myślą o zdrowym sercu, na które niebagatelny wpływ ma sposób odżywiania stworzyła program Siła Serca. W ramach projektu przygotowano szereg produktów zalecanych w codziennej diecie. Produkty te opatrzone są znakiem Siła Serca, jest to żywność prozdrowotna, wyprodukowana wg specjalnie opracowanych receptur w oparciu o wyniki badań renomowanych ośrodków naukowych. Co więcej, część środków pieniężnych pochodzących ze sprzedaży przeznaczana jest na wsparcie badań naukowych prowadzonych przez Fundację Rozwoju Kardiochirurgii.

Jednym z takich produktów opatrzonych znakiem Siła Serca jest makaron z amarantusem, który powstał we współpracy GG Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii z jednym z czołowych producentów makaronu w Polsce – firmą Sulma.


Niewielu z nas wie, co to jest amarantus i dlaczego tak naprawdę jest ważny. A szkoda, gdyż jest to roślina cenna i użyteczna, o bardzo szerokim zakresie zastosowań. Amarantus to roślina nazywana często zbożem XXI wieku, chociaż znana była dobrze już Majom i innym rdzennym mieszkańcom Ameryki, gdzie stanowiła jedną z najważniejszych spożywczych roślin uprawnych obok kukurydzy, ziemniaka i fasoli.

Współczesne badania dowodzą, że amarantus jest wskazany dla osób cierpiących na nadciśnienie i chorobę wieńcową. Amarantus zawiera bardzo drobną frakcję skrobi, dzięki czemu jest ona lekkostrawna i szybko dostarcza organizmowi energii. Ponadto zawartość składników mineralnych takich jak magnez, wapń, fosfor i potas jest w amarantusie znacznie wyższa niż np. w pszenicy. Do niewątpliwych zalet produktów z amarantusem można również zaliczyć wysoką zawartość błonnika i łatwo przyswajalnego białka. Jest to białko o niezwykle wysokim stopniu przyswajalności, którego ilość nie obniża się podczas procesów technologicznych.

Jego wartość wynosi 75%, dla porównania wartość białka zawartego w mięsie to 70%, a w mleku - 72%. Pod względem ilości żelaza amarantus przewyższa wszystkie rośliny (15 mg w 100 g nasion, dla porównania w mięsie wołowym i cielęcym to ok. 2,5 mg w 100g). W amarantusie stwierdzono także wysoką zawartość skwalenu opóźniającego procesy starzenia się organizmu i obniżającego poziom cholesterolu (w oleju z nasion amarantusa jest aż 10 razy więcej skwalenu niż w oliwie z oliwek)

Dr inż. Irena Kłoczko z Katedry Żywności Funkcjonalnej i Towaroznawstwa, Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji, SGGW Warszawa wymienia następujące zalety amarantusa:


- wysoka zawartość białka o wartości biologicznej przewyższającej białko mleka;

- nienasycone kwasy tłuszczowe ważne w zmniejszaniu ryzyka rozwoju miażdżycy i chorób serca;
- zawartość tokotrienoli i włókna strawnego obniżających poziom cholesterolu, co stwarza nowe perspektywy zapobiegania chorobom układu krążenia i ich leczeniu;
- wysoka zawartość łatwo przyswajalnego żelaza, wapnia i magnezu, co sprawia, iż może być cennym składnikiem diety kobiet ciężarnych oraz przy chorobach układu nerwowego i kostnego;
- duża zawartość skwalenu opóźniającego procesy starzenia się organizmu;
- niefermentujące włókno spożywcze obniżające ryzyko występowania chorób nowotworowych;
- dwukrotnie więcej błonnika niż w otrębach owsianych;
- znaczna zawartość witamin z grupy B oraz wit. A, E i C.

Ze względu na zdrowotne właściwości amarantusa warto włączyć do naszego jadłospisu makaron Siła Serca i zastąpić nim „zwykłe” makarony czy podawane zbyt często ziemniaki. Świadomość, że prawidłowe odżywianie jest podstawą naszego zdrowia wciąż rośnie w naszym społeczeństwie.

Coraz częściej zastanawiamy się nad układaniem naszego codziennego menu oraz wyborem odpowiednich składników i ograniczeniem tych niepożądanych. Staramy się zmieniać nasze nawyki żywieniowe, poszukując produktów nie tylko urozmaicających polską kuchnię ale takich, które wpłyną korzystnie na nasze zdrowie i kondycję, tak jak makaron z amarantusem Siła Serca.


Artelis - serwis z artykułami

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Poznaj sekret jak żyć w zdrowiu i nie dopuścić do choroby? Dowiedz się jak zwalczyć choroby cywilizacyjne.

Dowiedz się :

  • Jak skutecznie zapobiegać i uodpornić się na choroby cywilizacyjne?
  • Jaki związek ma nasze zdrowie psychiczne ze zdrowiem fizycznym?
  • Jak dzięki odpowiedniemu odżywianiu i specjalnej diecie polepszyć swoje zdrowie?
  • Jak zapobiegać miażdzycy, a tym samym zawałowi serca?
  • Jak postępować gdy masz nadciśnienie tętnicze?
  • Jak zwalczać takie choroby cywilizacyjne jak: cukrzyca, schorzenia przewodu pokarmowego (nieżyt żołądka, zespół jelita nadwrażliwego, zaparcia stolca, choroba wrzodowa)?
  • W jaki sposób kuracje ziołowe mogą Ci pomóc gdy masz kamienie nerkowe lub w woreczku żółciowym.

zobacz więcej : Dr Jacek Roik : Choroby cywilizacyjne

Jeżeli jesteś – powiedz mi, co ja mam zrobić?!

Rozmyślałam, gdzie powinnam szukać porady, skąd mogłabym się dowiedzieć o innych sposobach leczenia; a może zastosować jakieś zioła, albo jakieś okłady na zbolałe miejsca? Czasem ktoś mi udzielił jakichś wskazówek, ja z tego skorzystałam, ale to wszystko było tylko przysłowiową kropelką w morzu potrzeb konkretnego leczenia. Zresztą mając małe dzieci nie zawsze mogłam sobie pozwolić na zajmowanie się tylko sobą. Zdawałam sobie też sprawę, że jeśli będę nadal leczyła się według zaleceń medycyny bez nadziei, że przyniesie mi to jakąkolwiek poprawę, to nie ma to dalszego sensu.

Chcąc natomiast postawić się na nogi i funkcjonować tak jak inni ludzie sprawni, rozumiałam, że muszę znaleźć skuteczny sposób, by sobie pomóc. Miewałam okresy nadziei, a nawet pewności, że znajdę skuteczne rozwiązanie, częściej jednak miałam okresy załamania i nie byłam w stanie myśleć o przyszłości z optymizmem. Niektórzy znajomi zaczęli się odsuwać ode mnie, bo nikt nie chce słuchać narzekań i patrzeć na czyjeś choroby, i wykrzywioną z bólu twarz. Niektórzy nawet nie mogli uwierzyć, że ból może być tak silny, że odechciewa się żyć i podejrzewali, że udaję mówiąc mi o tym wprost. Ale byli i tacy, którzy mówili do mnie, że coś jest nie tak z tym leczeniem, bo leki powinny pomagać, a skoro nie pomagają i jest gorzej, to znaczy że jest coś nie tak.

Takie uwagi dawały mi do myślenia. Nie wiedziałam jednak jak to wszystko zrozumieć i od czego zacząć. Różne myśli przychodziły do głowy i wciąż czułam się bezradna. Bardzo chciałam zrobić coś ze swym nieszczęściem, tylko nie wiedziałam jak mam tego dokonać.

Nie wiedząc jak skutecznie sobie pomóc, modliłam się nawet o podpowiedź i chyba ją otrzymałam w postaci logicznego rozumowania. Odezwała się intuicja i zdrowy rozsądek.

Trafiłam tam, gdzie mogłam znaleźć odpowiedź na swoje problemy. Do księgarni. Tam szukałam wiadomości, które mogłyby mi odpowiedzieć na wiele pytań. I znalazłam. Książkę, którą tyle razy trzymałam w rękach i nie zaglądając do niej, odkładałam na półkę. Sądziłam, że są to przepisy kulinarne, a te mnie nie interesowały. Tym razem przejrzałam ją dokładnie.

Okazało się, że nie były to przepisy, lecz zbiór cennych wskazówek o chorobach wynikających z deficytu witamin i biopierwiastków w organizmie. Dzięki tej książce mój umysł rozjaśnił się. Skorzystałam bardzo wiele na tych wiadomościach i tylko mogę być wdzięczna autorom, prof. Julianowi Aleksandrowiczowi i p. Irenie Gumowskiej za takie informacje.

Wiadomości w niej zawarte, były wtedy tak bardzo mi pomocne. Tytuł tej książki to „Kuchnia i medycyna”. Dzięki wiedzy w niej zawartej, rozpoczęłam, już zdecydowanie, poszukiwania sposobu odzyskania zdrowia. Była to pewnego rodzaju transformacja w moim życiu. Zrozumiałam, że tylko ode mnie zależy, jaka będzie dalsza moja przyszłość i jakość mojego życia. Stawałam się coraz trudniejszą pacjentką i jednocześnie lekarzem dla siebie.

Rozmyślając nad sposobem powrotu do zdrowia, eksperymentowałam na sobie leczenie witaminami, różnymi dietami i sprawdzałam jakie jest moje samopoczucie. Wspomagałam się magnezem, biopierwiastkami, to znów wracałam do tradycyjnie przyjętego sposobu odżywiania. W domu jadałam już inaczej, będąc natomiast u kogoś nie przyznawałam się do tych eksperymentów i dostosowywałam się do ogółu. Porównując jednak swoje samopoczucie między odżywianiem tradycyjnym a wegańskim, odczuwałam istotną różnicę. To dawało do myślenia.

Po ostatnim zasłabnięciu i pobycie w szpitalu, gdy pani doktor zwróciła mi uwagę na szkodliwość przyjmowanych leków, postanowiłam odstawiać je powoli. Nawet nie przyznawałam się lekarzowi, że wiele z nich już nie biorę. Później, gdy już zdecydowałam się na inne odżywianie, też tym się nie chwaliłam, zwłaszcza w przychodni. Wiedziałam jaka będzie reakcja, a ja bardzo chciałam się pozbyć swego kalectwa. Moja wiara w skuteczność leczenia kompleksowego została zachwiana. Coraz bardziej skłaniałam się w kierunku innych metod.

Wyszukiwałam coraz to inne książki i kupowałam je, a potem czytałam i szukałam w nich istotnych dla mnie wiadomości. Często wystawałam w księgarniach w kąciku, gdzie pojawiały się publikacje o leczeniu sposobami ludowymi, o leczeniu dietą, uryną, czy ziołami. Przeglądałam książki lekarskie i wychwytywałam wiadomości o leczeniu reumatyzmu, także innych chorób i efektach ich leczenia. Niektóre książki kupowałam i czytając je utwierdzałam się w przekonaniu, że można pozbyć się nawet najcięższych chorób w sposób niekonwencjonalny, lecząc się dietą, stosując radiestezję, ziołolecznictwo, bioenergię, urynoterapię, a co najważniejsze, oczyszczając organizm z toksyn gromadzonych przez całe swoje życie.

Bernard Jensen w swej książce „Artretyzm, reumatyzm, osteoporoza” pisze: „Każdy zna sam najlepiej swoje ciało. Posłuchajmy uważnie tego, co nam komunikuje, a ono podpowie nam, co mamy robić”. „Środki zaradcze w postaci zastrzyków i leków nie są w stanie przywrócić nam zdrowia.” „Poprawę może przynieść wiele terapii…. żadna jednak nie doprowadzi do wyleczenia, jeśli nie będzie im towarzyszyć właściwe odżywianie.” „Artretyzm, to nie choroba, to objaw”. „ Nie tylko artretyzm, ale także reumatyzm i osteoporoza pojawiają się prawie zawsze jako wynik jakiegoś innego niedomagania organizmu.” „Musimy zmienić nasze postępowanie natychmiast, i to nie poczynając od małych kroczków na jakie według naszego mniemania stać nas w tym momencie. Trzeba to zrobić dogłębnie i na stałe.” „Zbyt często jemy po prostu dlatego, że nadeszła właśnie pora obiadu, czy kolacji, a nie dlatego, że jesteśmy głodni. Trzeba zerwać z tym niedobrym przyzwyczajeniem”. „Reasumując, wegetarianizm jest potencjalnie idealnym…… stylem życia”.

Tak to prawda. Teraz wiem, że innego sposobu na odzyskanie zdrowia nie znajdzie się. Trzeba tylko odwagi, by przełamać opory i pozbyć się obaw, a ja też ich miałam sporo. Gdy już całkowicie wyeliminowałam nabiał i mięso z jadłospisu, odczułam w przeciągu kilku dni radykalną poprawę. Pogorszyły się natomiast wyniki badań. OB spadło do 55 po 1 godz., ale w przeciągu kilku tygodni zaczęło wracać do normy, a po kilku miesiącach moje OB wynosiło tylko 9. Zaobserwowałam, że nie przestrzegając ściśle zasad jedzenia wyłącznie warzywno-owocowego, moje samopoczucie i wyniki badań pogarszają się. Jeśli natomiast stosuję się do diety i sprawdzam dokładnie czy w produktach gotowych nie ma mleka, jogurtu i innych niepożądanych dodatków, to i wyniki, i samopoczucie też są lepsze. Jest to już wskazówką, że taki pokarm nie jest odpowiedni dla mnie, ani dla wielu innych ludzi.

Odstawiając leki też nie wyrządziłam sobie krzywdy. Przeciwnie. Poprzez swoją postawę i postępowanie, dowiodłam sobie i medycynie, że unikając leków, wcale nie muszę znaleźć się na wózku. Ani ja, ani nikt inny, chyba że byłoby to konieczne z innego powodu. Dziś na pewno nie jestem w takim stanie jak przed leczeniem. Prawie cztery lata trucia się różnymi medykamentami zrobiły swoje. Zregenerowane urządzenie nigdy nie będzie takie, jak nowe. Tak samo organizm ludzki. Wróciłam jednak do sprawności, pozbyłam się bólu i… pesymizmu. I to właśnie jest moim sukcesem. Również wiadomości, jakie przez ten okres zdobyłam, też są nagrodą za lata cierpień. Teraz, gdy mówię, że choruję na r.z.s. tyle lat, słyszę: „Tak? a nie widać tego. Przecież pani porusza się normalnie.” I to jest dla mnie satysfakcja.

Dzięki temu, iż nie poddałam się tak intensywnemu leczeniu farmakologicznemu uniknęłam jego skutków. A dzięki wiedzy o sposobie prawidłowego odżywiania i podstawowych zasadach funkcjonowania własnego organizmu, wróciłam do sprawności.

Autor: Lidia Aleksandra Szadkowska
Zródło : Artykuł pochodzi z ebooka Jak wyleczyć nieuleczalne choroby
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Poznaj sposób na reumatoidalne zapalenie stawów i prawie wszystkie, pozornie nieuleczalne choroby.
szczegóły :
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Postanowiłam zmienić przychodnię

Nie mogłam pogodzić się z myślą, że lekarstwa zamiast mi pomagać, tak bardzo mi szkodziły. Czułam się fatalnie, leki zamiast polepszać moje zdrowie, dawały odwrotny skutek. Kondycja fizyczna i psychiczna pogarszała się z dnia na dzień.

Postanowiłam zmienić przychodnię, w nadziei, że inny specjalista pomoże mi wrócić do równowagi fizycznej. Nic z tego. Diagnoza została potwierdzona. Podczas rozmowy zostałam poinformowana, że muszę się leczyć i coś łykać, bo inaczej mogę doczekać wózka inwalidzkiego. Do dziś w uszach mi brzmią słowa: „przecież musi pani coś łykać, bo będzie pani jeździć na wózku, a w najlepszym wypadku czeka panią laska.”

Dowiedziałam się też, że kwalifikuję się na rentę i lepiej będzie bym załatwiła sobie miejsce w szpitalu, bo stając na komisję muszę mieć dowody leczenia. Zdenerwowałam się tym faktem i powiedziałam, że nie przyszłam tu po to, by starać się o rentę, lecz po to, by się wyleczyć i czuć się normalnie. Mimo wszystko dostałam ponowne skierowanie do szpitala. Zostałam również poinformowana o tym, że niedługo minie pół roku zwolnień lekarskich i będę musiała stawić się na komisję w celu przyznania renty inwalidzkiej, bo przecież będąc w takim stanie nie będę mogła pracować. Fakt, byłam już naprawdę w kiepskim stanie. Powiedziano mi, że z uzyskaniem renty też będę miała problemy, nie mając zaliczonego pobytu w szpitalu i badań. Leki podtrzymano. Potem przepisywane miałam jeszcze inne rodzaje tabletek, czasem zastrzyki, zabiegi fizykoterapeutyczne i wcale nie czułam się lepiej.

Z dnia na dzień traciłam sprawność, ból był nie do zniesienia, ręce i nogi drętwiały, sztywniały nawet plecy. Z wielkim trudem poruszałam się, miałam problemy z podniesieniem się z łóżka, wszystkie stawy rozmiękły jak gąbka, nawet szczęki odmawiały posłuszeństwa, a w dłoniach nie mogłam utrzymać łyżeczki do herbaty. Na moje pytania, kiedy poczuję się lepiej, odpowiedzią było: będzie tak samo, lub gorzej.

Jednak szpital

Byłam załamana i u kresu wytrzymałości. Półroczny okres zwolnień lekarskich upływał, więc zdecydowałam się na szpital, uwierzyłam we wszystko i poddałam się dalszemu leczeniu. W maju 1991r, a więc po półtora roku leczenia ambulatoryjnego zostałam przyjęta na oddział reumatologii. Trwające przez ten okres leczenie nie przyniosło żadnego efektu. Do szpitala przyjęta byłam z wynikami OB - 42/57. Nie stwierdzano dodatniego odczynu Walera-Rosego w żadnym badaniu, ani podwyższonego ASO. W szpitalu dawkę leku podstawowego zwiększono z dwóch tabletek dziennie na cztery. Dostałam zabiegi, rehabilitację, a po tygodniu leczenia w szpitalu efekt był taki, że chyba niewiele brakowało, by skończyło się to tragicznie.

Najpierw dostałam wylewu podspojówkowego. Zaliczyłam wizytę u okulisty, a po powrocie na mój oddział nastąpił atak, podczas którego miałam odczucie, że odchodzę z tego świata. Zrobiło się trochę zamieszania wokół mnie. Obecna była przy mnie tylko pielęgniarka, która dostała wskazówki co ma zrobić w takim przypadku. Lekarz nie przyszedł, nie miał czasu.

Dostałam jakiś zastrzyk i nakazano mi spokojnie leżeć przy szeroko otwartym oknie i wysoko podniesionym podgłówku. Dostawałam drgawek i na przemian robiło mi się zimno i gorąco. Potem zasnęłam, a gdy się obudziłam, czułam się tak, jakbym wróciła z innego świata. Kręciło mi się w głowie, z ledwością mogłam utrzymać się na nogach. Pęcherz moczowy miałam tak wypełniony, że z wielkim trudem i przy pomocy moich współtowarzyszek dotarłam do toalety. Kryzys minął, a ja nigdy nie dowiedziałam się, co się wówczas ze mną działo. Dopiero po wielu latach znajoma pielęgniarka zasugerowała mi, że takie objawy są przy zapaści. Leczenie szpitalne jeszcze bardziej pogorszyło mój stan. Trzy tygodnie leczenia kompleksowego i efektów pozytywnych żadnych.

Co jest przyczyną moich cierpień?!!!

Cofając się myślami w przeszłość, analizowałam wszystko od początku. Zastanawiałam się co jest tego przyczyną i dlaczego nie ma żadnych pozytywnych efektów leczenia. Dlaczego tak dużo ludzi choruje, a medycyna nie może znaleźć przez tyle lat powodu choroby i skutecznego na nią leku. Przecież skoro jakieś schorzenie się przyplątało, to musi istnieć jakiś powód.

Zastanawiało mnie również to, że idąc po poradę byłam w dobrym stanie, a po podjęciu leczenia mój stan tak się pogorszył, że byłam kaleką. Co się przyczyniło do tego i czemu tyle leków jest nieskutecznych, a wręcz szkodliwych? Dlaczego ludziom przepisuje się takie specyfiki, nie dość, że mało skuteczne to na dodatek szkodzące organizmowi! Czemu nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc?

Trudno było znaleźć na te wszystkie pytania odpowiedzi. Aż do dnia, w którym zabrakło mi leku podstawowego. Sulfasalazyny, którą łykałam przez 2 lata. Nie brałam jej przez jeden dzień, a drugiego szybko poszłam do przychodni po receptę. Tego dnia i przez kilka następnych mojego lekarza miało nie być. Nie dostałam się też do innego, przyjmującego w zastępstwie, bo było zbyt wielu pacjentów. Następnego dnia natomiast odczułam lekką poprawę, więc postanowiłam, że nie będę już szła do innego lekarza, tylko poczekam na powrót swojego. Czułam się troszeczkę lepiej, więc pomyślałam, że wytrzymam do jego powrotu.

Okazało się, że z dnia na dzień ból się zmniejszał. Przynajmniej środki przeciwbólowe działały skutecznie. Sięgając pamięcią wstecz przypomniałam sobie, że takie chwile już były i to właśnie wtedy, gdy brakło mi leku, lub zapomniałam go zażyć. Przedtem nie skojarzyłam sobie, że ta chwilowa ulga wiąże się z brakiem leku w organizmie. Teraz zrozumiałam, że prawdopodobnie te moje cierpienia mogły być spowodowane właśnie zatruciem organizmu lekami. Sulfanomid jest szkodliwy dla organizmu, też pozbawia witamin i mikroelementów, a jak można być zdrowym mając tak wyjałowiony organizm.

W pół roku po leczeniu szpitalnym na oddziale reumatologii otrzymałam następne skierowanie do szpitala. Nie chciałam z niego korzystać. Przykre doświadczenia z poprzedniego pobytu powstrzymywały mnie od podjęcia decyzji o następnym leczeniu szpitalnym. Poza tym znów pojawiał się problem z opieką nad dziećmi. Zwlekałam z wyznaczeniem terminu przyjęcia, ale lekarz wciąż mi o tym przypominał. Tym razem, gdy pojawiłam się w gabinecie, też mnie zapytał, czy już załatwiłam sobie miejsce w szpitalu. Odpowiedziałam, że nie i nie zamierzam tego zrobić. Czuję się lepiej, bo nie biorę sulfasalazyny. Stwierdził, że wobec tego wchodzę w stan remisji. Zapytałam więc, czy ten lek mógł powodować takie dolegliwości. Odpowiedzią było przytaknięcie potwierdzone kiwnięciem głową, a potem pytanie, czy na sanatorium też się nie zgodzę? Nie chciałam, bo znów miałabym problem z dziećmi, a i fundusze też mi na to nie pozwalały. Taką też dałam odpowiedź.

Byłam wtedy z córką, wobec tego zaproponował mi pobyt w sanatorium razem z nią. Poproszona zostałam, bym zgłosiła się za dwie godziny. W tym czasie już zarezerwowano dla mnie i dziecka miejsce w ośrodku, a za trzy dni już miałam się tam zgłosić. Sprzeciwiałam się, ale po długich rozważaniach w końcu dałam się przekonać i pojechałam. Rzeczywiście, tak jak mi obiecywano, byłam zadowolona. Opieka była bardzo dobra, żałowałam tylko, że nie mogłam wziąć ze sobą synka, choć taka możliwość była. Córka była też zadowolona. Wzmocniłam się, stawy nadal mnie bolały, ale tylko pod dotykiem i przy poruszaniu się. Przedtem rwały mnie nawet w stanie spoczynku. Sulfasalazyny już więcej nie dostałam. Dostawałam natomiast inne leki, które miały mi pomóc.

Przepisywanych miałam wiele leków takich jak: Enerbol, Profenid w tabletkach, zastrzykach, czopkach, żelu do smarowania, Woltaren, Metindol, Naproxen, Tolectin, Majamil, Feloran, Piroxicam i inne. Po przykrych doświadczeniach już dzieliłam tabletki na mniejsze porcje, zwłaszcza gdy dostawałam w postaci retard, a te zazwyczaj są w dość dużych dawkach. Wybierałam też takie, które miały być najmniej szkodliwe. Nie dostawałam żadnych witamin. Dopiero później sama je zaczęłam kupować i zażywać, by uzupełnić ich deficyt powstały wskutek leczenia.

Choć po odstawieniu Sulfasalazyny odczułam bardzo dużą poprawę, to jednak nadal nie było takiej, jakiej oczekiwałam. Wyniki badań czasem bywały troszkę lepsze, czasem gorsze, najniższe OB, to było 37 po 1 godz. , ale przeważnie utrzymywało się na granicy od 46 i 55/87. Czułam się wprawdzie silniejsza, a stawy nadal mi dokuczały, choć tylko już przy poruszaniu. Raz czułam się bardzo dobrze, innym razem gorzej. Środki przeciwbólowe działały, więc dość często wspomagałam się nimi. Trułam swój już osłabiony, organizm nadal różnymi lekami i choć czasem przynosiły ulgę, to jednak doprowadzały do zatrucia i osłabienia układu immunologicznego. Od czasu do czasu zdarzały się zasłabnięcia, ale lekarz nie kojarzył tego z dużą ilością środków medycznych i wyjałowieniem organizmu. Ja też nie zdawałam sobie do końca sprawy, że skutki mogą być tak tragiczne.

Mimo wszystkich doświadczeń nadal wierzyłam w odpowiedzialność ludzi kompetentnych. Któregoś razu zasłabłam na ulicy. Był to już 4 rok leczenia. Ktoś mnie odprowadził do przychodni, stamtąd odwieziono mnie do szpitala. Nie mogłam utrzymać się na własnych nogach, toteż sanitariusze wnieśli mnie do ambulansu na rękach, a potem do szpitala. Nie było ze mną za wesoło, bo dawano mi tlen w karetce. Cały dzień spędziłam na izbie przyjęć, leżąc za parawanem. Dostałam zastrzyk z relanium, potem jeszcze jakiś inny, krople, kilkakrotnie podłączano mnie do EKG, zrobiono badania. Powtórzyła się ta sama historia, co w szpitalu.

Już w przychodni zaaplikowano mi jakieś leki, w drodze do szpitala mój organizm wyprodukował taką ilość moczu, że miałam wrażenie iż mój brzuch za chwilę pęknie. Gdy otrzymałam basen, mało nie przelał się ku zdziwieniu pielęgniarki i mojemu też. Powoli wracałam do siebie.

W szpitalu pani doktor, zapytała mnie czy może na coś się leczę. Odpowiedziałam, że tak i że systematycznie biorę leki na r.z.s. Dostawałam wówczas Metindol w tabletkach i to w dość dużych dawkach. Powiedziała mi, bym była ostrożna, jeśli chodzi o leki, a zwłaszcza o leki na reumatyzm, bo ich toksyczność jest bardzo duża i że lepiej je brać tylko w razie potrzeby. Byłam jej wdzięczna za tę informację. Sądziłam, że każdy specjalista dobrze zna działanie leków i jest za pacjenta odpowiedzialny. Zaczęło do mnie docierać, że prawda jest trochę inna. Wtedy już na dobre zaczęłam powątpiewać w skuteczność i nieomylność medycyny i doszłam do wniosku, że lekarze traktują swych pacjentów zbyt „książkowo”, a przecież każdy człowiek jest inny, inną ma wrażliwość, inną odporność, inną choćby wagę ciała i wzrost.

Autor: Lidia Aleksandra Szadkowska
Zródło : Artykuł pochodzi z ebooka Jak wyleczyć nieuleczalne choroby
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Poznaj sposób na reumatoidalne zapalenie stawów i prawie wszystkie, pozornie nieuleczalne choroby.
szczegóły :
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Dlaczego zdecydowałam się na zmianę sposobu odżywiania..

Czytając różne artykuły i książki, szukając wszelkich możliwych informacji na temat zdrowia i swojego miejsca w przyrodzie, dowiadywałam się, w jaki sposób człowiek powinien żyć, by móc być sprawnym i szczęśliwym bez większych poświęceń i wyrzeczeń ze swej strony. Spotykałam się z wegetarianami i weganami, których poznałam przez kościół Adwentystów, dostępny nie tylko dla ludzi należących do niego. Nie musiałam zmieniać wiary, by móc przychodzić na tego typu spotkania. Nikt mnie do tego nie namawiał ani nawet tego nie zasugerował.

Właśnie w tym środowisku odbywały się spotkania z ludźmi, którzy chcieliby poznać aspekty zdrowej kuchni. Tu odbywały się poczęstunki dań bezmięsnych i prelekcje na temat zdrowego stylu życia. Przyjeżdżali też lekarze wegetarianie przekazujący swą wiedzę zdobytą na praktykach w Stanach Zjednoczonych i leczący już w sposób naturalny w Polsce. Można było się tam dowiedzieć, a także nabyć książki tłumaczące, dlaczego wegetarianizm jest zdrowszy od tradycyjnie przyjętego schematu żywienia, również o tym, jak odżywianie wegetariańskie i wegańskie uzdrawia ludzi z ciężkich chorób cywilizacyjnych, uznanych przez medycynę za nieuleczalne.

Teraz coraz częściej słyszy się o tym, że miażdżyca jest w 100% uleczalna poprzez oczyszczenie organizmu dietą surową. Ja to słyszałam 10 lat wstecz. Jednak tych lekarzy, mających bardzo dobre efekty w leczeniu dietą i naturalnymi sposobami, nie dopuszcza się zbytnio do głosu. Zagrażają bowiem autorytetom medycznym stosującym współczesne, w większości przypadków, chemiczne metody leczenia. Tylko ile ofiar pochłonęły te współczesne metody, nikt się nie dowie. Wiem jednak, że ofiar tych można uniknąć. Tak jak mogła uniknąć moja matka i mój ojciec, tak, jak mogło uniknąć wiele innych bliskich mi ludzi i nie tylko. Trzeba tylko uznać prawa natury, dostosować się do jej rytmu i nie szkodzić swemu ciału.

Medycyna w wielu przypadkach pomaga, lecz środki chemiczne w leczeniu, powinny być ostatecznością. Wszelkie zabiegi chirurgiczne i operacje również. Większość ludzi bardzo sceptycznie podchodzi do naturalnych sposobów leczenia, natomiast bardzo wierzy w nieomylność medycyny akademickiej i odpowiedzialność lekarza za człowieka. Tylko, że lekarz też człowiek, bywa omylny, a przede wszystkim opiera się głównie na wiedzy książkowej. Dlatego różnie to bywa z tą odpowiedzialnością w praktyce.

Rozmawiając z innymi na te tematy często słyszałam zdanie, że od leczenia jest lekarz. To prawda, ale myślę, że warto dodać: lekarz, znający nie tylko środki farmakologiczne, ale przede wszystkim, bardzo dobrze znający naturę człowieka, jego miejsce w przyrodzie, oraz naturalne sposoby uzdrawiania, a leki wprowadzający tylko w ostateczności. W większości przypadków sami możemy sobie z chorobą poradzić, nie zrzucając odpowiedzialności za swe zdrowie na lekarzy. To głównie my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Spożywamy za dużą ilość pokarmów, a przede wszystkim produktów szkodzących naszemu organizmowi. Spożywamy zbyt wiele białka, choć wcale nam go tak dużo do odbudowy komórek nie potrzeba. Dzięki zaś informacjom przekazywanym przez media i autorytety, wytwarzamy błędny obraz o sposobie odżywiania i leczenia.

Mało kto próbuje posłużyć się własną logiką, by wyciągnąć korzystne dla siebie i innych wnioski. Mało kto wierzy także w to, że organizm ma bardzo duże możliwości regeneracji. Większość ludzi tak bardzo obawia się deficytu białka i wapnia, że nawet nie chce uwierzyć w inny sposób odżywiania, niż powszechnie przyjęty. Woli leczyć się różnymi medykamentami, nie będąc świadomym jak bardzo sobie szkodzi. Nie chce nawet sprawdzić, jak działa zdrowa dieta, czy metoda stara jak świat – głodówka - choćby wiedział, że wkrótce może umrzeć.

Ludzie zasięgają natomiast porad medycznych, dostosowują się do nich, łykają przeróżne leki wymieniając je wciąż na inne, “skuteczniejsze”, dają się okaleczać poprzez zabiegi i operacje, co w efekcie nie usuwa przyczyn choroby. Ona trwa nadal, a organizm słabnie i coraz gorzej radzi sobie z odtruwaniem po spożyciu nieodpowiedniego pokarmu i dodatkowo, po leczeniu tabletkami. Wówczas się mówi, że nawet medycyna nie pomogła i nie było dla niego ratunku. Jednak jest tyle dowodów na to, że dzięki odpowiedniemu oczyszczeniu organizmu dietą surową, jarską, czy głodówkami wiele ludzi uniknęło śmierci lub kalectwa.

Sceptycyzm może szkodzić Tobie i innym

Sceptycy, którzy nie chcą sami się przekonać o skuteczności naturalnego leczenia i zdrowego odżywiania, często swoje teorie wygłaszają bez zastanowienia, szkodząc innym. Są tak zatwardziali w swoich poglądach, że nawet nie dopuszczają myśli, że mogą nie mieć racji. Choć sami tego nie sprawdzili, głośno wypowiadają swe zdanie. Przekonują innych o słuszności swojego poglądu. Szkodzą sami sobie, szkodzą innym. Gdyby mieli porównanie między dietą roślinną, a dietą mięsną, to można by na ten temat z nimi rozmawiać. Skąd mogą wiedzieć jak działa dieta wegańska, czy głodówka, jakie przynajmniej jest po niej samopoczucie, skoro tego nie sprawdzili. To są tylko wygłaszane przez nich teorie. Lepiej nie słuchać ich rad, a zaufać własnej logice.

Często ludzie chorzy śmiertelnie, też nie chcą uwierzyć w dobroczynne działanie innych metod leczenia. Z swoim ślepym przekonaniem, lub sugestią ludzi niemających pojęcia o zdrowym stylu życia i przywracaniu zdrowia dietą, nie pozwalają sobie pomóc. Ci natomiast, którzy nie mają doświadczeń wegańskich, swoją opinią o szkodliwości weganizmu i wegetarianizmu, wprowadzają w błąd tych, którzy chcieliby przynajmniej spróbować leczenia naturalnego.

Skąd ktokolwiek może wiedzieć, czy dieta nie ma wpływu na zdrowie i kondycję, skoro sam nie ma porównania? Jednak ludzie bardzo ciężko chorzy, gdy już czują, że medycyna też nie może im już pomóc, chcą skorzystać z tego sposobu leczenia. Niestety, wtedy jest już przeważnie za późno.

Autor: Lidia Aleksandra Szadkowska
Zródło : Artykuł pochodzi z ebooka Jak wyleczyć nieuleczalne choroby
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Poznaj sposób na reumatoidalne zapalenie stawów i prawie wszystkie, pozornie nieuleczalne choroby.
szczegóły :
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby


Decyzja należy do nas..

Odpowiedni styl życia i sposób odżywiania ma ogromne znaczenie w życiu człowieka. Można żyć wiele lat w zdrowiu i dobrej kondycji, jeśli tylko odpowiednio o to zadbamy. Można słuchać rad naukowców, lekarzy, dietetyków, czy innych doradców, ale ostateczna decyzja zawsze należy do nas. W końcu to my sami obieramy taki, a nie inny styl życia, to my łykamy przepisane nam leki, a w razie konieczności poddajemy się różnym zabiegom i operacjom. W efekcie sami ponosimy tego konsekwencje.

Gdy zachorowałam 13 lat temu, wiadomości na temat prawidłowego odżywiania, naturalnego leczenia i swojego miejsca w przyrodzie miałam niewiele. Żyłam tak samo jak inni, sposób odżywiania przyjęłam taki sam jak moi rodzice i większość ludzi sądząc, że jest jak najbardziej odpowiedni. Teraz wiem, że ani dla mnie, ani też dla wielu z nas nie jest korzystny, a wręcz szkodliwy. Lata doświadczeń przekonały mnie, że zarówno sposób życia, jak i pokarm który spożywamy jest wyznacznikiem naszego zdrowia, samopoczucia, długości i jakości życia.

Przez cały czas mojej choroby wiele zrozumiałam i wiele się nauczyłam. Dziś nie jestem przekonana czy to moje r.z.s. jest chorobą samą z siebie, czy też zostało wywołane tzw. kompleksowym leczeniem. Z pewnością jednak, nie jest to choroba, o której mogę powiedzieć „przyczyna nieznana”.

Wiedza o zdrowym sposobie życia, odpowiednim odżywianiu, leczeniu metodami naturalnymi, leczeniu dietą, jest każdemu potrzebna. Także wiedza o prawach natury i sposobie życia, jakie nam wyznacza, bo my wszyscy też jesteśmy częścią tej natury. Tak samo, jak rośliny, zwierzęta, wiatr, deszcz, słońce itd., a nieprzestrzeganie jej praw obraca się przeciw nam. Dlatego tak trudno jest nam utrzymać się w zdrowiu i dobrej kondycji fizycznej i psychicznej do końca swego życia.

No cóż, przyznaję, że chociaż byłam dość trudną i zbuntowaną pacjentką, to ulegałam sugestii medycznej i dostosowywałam się do zaleceń. Jednocześnie broniłam się później przed lekarstwami coraz to silniejszymi i mogącymi przynieść pozytywne efekty leczenia.

Autor: Lidia Aleksandra Szadkowska
Zródło : Artykuł pochodzi z ebooka Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Jak wyleczyć nieuleczalne choroby

Poznaj sposób na reumatoidalne zapalenie stawów i prawie wszystkie, pozornie nieuleczalne choroby.
szczegóły :
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby